Oxygenium.pl

Strefa Outdooru

Outdoor Adventure

Trzy Żywioły Outdooru

Frower Power

Dwukołowe lewitacje

Skala Trudności G3R



Sporty przestrzenne


Nurkowanie
Zakrzówek


Trail Marathon
Mogielica


Snowboard
Kasprowy


Snowboard
Tatry Zach. SKvs.PL


Adventure Racing
Rajd 360 - Beskid Śląski


Winter Treking
Tatry Zachodnie


Trailrunning
Tatry Zachodnie SK


Treking
Góra Cyc - Góry Atbaj


Nurkowanie | Freediving
Morze Czerwone


Treking
Gebel St Katrin - Synaj


Wyprawa wspinaczkowa
Pakistan 2008


G3R Wallpapers
Stoh - panorama by Wojtek 'Failo' Zdebski
Tapety pulpitu



Panoramy
Stoh - panorama by Wojtek 'Failo' Zdebski
Zobacz galerie górskich panoram



Panoramy 360°
Szymoszkowa FR
Big Berta
| Kładki



Filmiki
(kliknij prawym i użyj funkcji "Zapisz element docelowy jako...")

2008-00-30
Vlk. Choc [24.3MB]
2008-00-30
Szczebel [6.6MB]


Top Secret


Beskid Zywiecki
2005-04-17
Kalwaria Zebrzydowska:
Monk Shore

 

Uczestnicy
Wojtek, Junior i Bernaś

 

 

Monk Shore Revisited

W ten weekend byłem naprawdę zdeterminowany żeby jeździć! Do tego stopnia ze ulewny deszcz nie wygoniłby ze mnie żądzy jazdy!

Udało mi się w końcu dotrzeć do Kalwarii na dawno wyczekiwany pierwszy wyjazd poza TLasek w tym sezonie. Wojtek dostał zapalenia zatok - czy cos w tym stylu, nie udało mi się go namówić na większa kolektywna jazdę, ale za to jednak wziął rower i aparat żeby porobić fotki.

Po przyjeździe do Kalwarii okazało się ze Wojtek mój przyjazd na Monk chciał potraktować jako testowanie swojego Inferno (przeze mnie), jednak nieudana próba przekręcenia pedałów (zamiast spd moje platformy) trochę zmniejszyła moje szanse jako testera nowego sprzętu :) Po dłuższej zabawie z pompkami i pompowaniem Curnutt'a na podwórku u Wojtka, bardzo powolnym tempem ruszyliśmy na Monk Shore gawędząc o tym w jak beznadziejnym kierunku zmierza MTB od strony coraz gorszych i mniej dopracowanych produktów (czytaj bardziewne ramy i nowe widelce :)

Po krótkim sprawdzeniu skoczni, ruszyłem do jeżdżenia po Monku - warunki dość wilgotne i śliskie ale całkiem niezła przyczepność. Pierwsze skocznie i zakręty dość asekurancko ale bezproblemowo, Wojtek swoja obecnością i aparatem w ręce dodawał mi otuchy :) Wojtek bez kasku(!) zjechał tez środkowy kawałek, niezadowolenie z Inferno i kompletny brak "odzieży ochronnej" całkiem dobrze sobie radził.

Musiałem tez potestowac jego Inferno (pomimo moich butów nie trzxymajacych się na jego pedałach spd). W dobrym nastroju, robiąc filmiki dojechaliśmy na dół trasy. A tu niespodzianki!

Ziemny drop został poprawiony i dosypano wybicie - to chyba najbezpieczniejsza hopka na całej trasie! Udało mi się wcisnąć mój garnek na głowę Wojtka i skręciłem filmik z przejazdem Wojtka. Unikat :)

Szokiem była nowa, poprawiona wersja drewnianej rampy na końcu! Zamiast starej chybotliwej konstrukcji, teraz nowa lśniąca konstrukcja, pieczołowicie wykonana i bezpieczna. Lądowanie pod dobrym kontem, najazd w miarę bezpieczny.

Przy drugiej próbie zdecydowałem się na lot, podciągając za bardzo przód wylądowałem bardzo na tył. Niepotrzebnie. Lądowanie jest baardzo dobre. Kolejne skoki były już lepsze.

Stojąc na końcu trasy zauważyliśmy jakąś postać jadąca po trasie niewiarygodnie szybko i skacząc wszystko po kolei, łącznie z dużą rampa. Oto Bernas we własnej osobie :)

Widząc jego zespolenie z trasa i technikę - prędkość z jaka napadł na śliska bandę która wystrzeliła go potem we właściwym kierunku była imponująca - jak w pięknym stylu pokonuje trasę, pomyślałem będąc pod wrażeniem, ze jednak nie umiem jeździć :)

Następne pól godziny spędziliśmy na samym dole, testując Inferno i "plotkując" :) Wojtek zjechał do domu a ja z Maćkiem wspięliśmy się do góry żeby zjechać trasę Monka w całości.

Bernas nadal szaleńcze tempo i chcąc się za nim utrzymać, zacząłem popełniać błędy (tym bardziej ze zrobiło się bardzo ślisko po lekkie mżawce), omal nie lądując kilka razy poza trasa. Ale fortuna odwróciła się od Macka i w połowie grzmotnął na ziemie zaraz po skoczni przez ścieżkę (tej samej która posłała mnie w diabły w zeszłym roku). Skonfundowany i wyrwany z rytmu, Bernas zawrócił do domu.

Pozostawiony samemu sobie, zebrałem siły duchowe/fizyczne i dojechałem do końca trasy bezpiecznie, skacząc wszystko choć bardzo asekurancko.

Podsumowanie - mój rower jeździ dobrze, ale ja źle. Kondycja chyba najgorsza od lat, w sumie niecałe 3 przejazdy po Monk a ja ledwie trzymałem kierownice w rękach...

Bardzo się cieszę, ze udało mi się pojeździć na Monk Shore, choć niedzielny wypad odsłonił nie tylko moje braki techniczne, ale tez dramatyczny stan mego fizis :)

NA MARGINESIE
Cyfrak Wojtka robi beznadziejne filmiki, traci ostrość, na dodatek Wojtek ma jakąś koszmarna manierę urywania filmikow zaraz po skokach albo kreci w pionie, praktycznie żaden z filmów nie wyszedł jakbym chciał. ech....