SIERRA NEVADA na łamach bikeBoardu
Poniżej możecie przeglądnąć galerie z dwóch wycieczek opisanych w artykule dla bikeBoardu: Rzymska Pieczeń Gorzki Smak Bajecznej Góry Na pożegnanie ze Sierrą postanowiliśmy się wybrać w sąsiadujące z nią góry Cumbres Verde (Zielone Szczyty), znacznie niższe i o zupełnie odmiennym charakterze. Naszym celem był szczyt Trevenque (2079 m). Gdy go ujrzeliśmy oczarował nas - on sam, jak i plenery wokół niego są po prostu bajkowe. Zakochaliśmy się w nim ślepo od pierwszego wejrzenia. Na tyle ślepo, że nie zwróciliśmy uwagi na nastromienie jego stoków, a właściwie ścian. W połączeniu z niezwykle sypką, żwirową posypką tworzą one barierę, której nie udało nam się sforsować. Machnęliśmy zjazd jedynie z połowy wschodniego zbocza i to na granicy naszych umiejętności. Właściwie to było driftowanie w stromym, miejscami eksponowanym terenie. Generalnie jazdą nie udało nam się nacieszyć, za to zdjęcia... sami zobaczcie! Na szczęście udało nam się jeszcze odnaleźć lokalną trasę zjazdową prowadzącą z wioski Cumbres Verde do miasteczka La Zubia. Jest to właściwie szlak o delikatnym spadku, umożliwiający nieprzerwany, płynny zjazd trwający do kilkunastu minut. Próby ogarnięcia go na dużej prędkości sprawiły nam sporo radochy i zatarły gorzki smak porażki na Trevenque. To już ostatnia jazda w słonecznej Sierra Nevada. Pragnienie Wysokości Urlopowanie się w większej grupie, zwłaszcza tak szanownych osobistości, jest przyjemnością, ale nie ma co ukrywać utrudnia realizację partykularnych planów, z których nie można zrezygnować. Mimo moich wysiłków, nie udaje mi się przekonać reszty chłopaków do priorytetowego potraktowania ataku na najwyższy punkt Sierry. W związku z tym na Mulhacena wyrusza tylko dwuosobowa reprezentacja. Dogonić Przewodnika Po raz 3 spada mi opona z obręczy i wyskakuje ogromny balon z dętki. Moja tylna rawka nie doczekała się na czas następcy i właśnie postanowiła skapitulować. Problem w tym, że akurat jesteśmy w trakcie trasy po Sierra Nevada z profi przewodnikiem i grupką angielskich kolarzy. Nazwałem ich kolarzami, bo na swoich „prawie kolarkach” poruszają się w iście kolarskim tempie. To znaczy poruszaliby się, gdyby nie my – ciężkozbrojna polska husaria. W Cieniu Trzytysięczników Tym razem w trzyosobowym składzie uciekliśmy przed planowanym plażowaniem i spokojnie, około południa wybraliśmy się na wycieczkę w stronę najwyższych szczytów Sierra Nevada. Znad morza wyjechaliśmy autem na wysokość 2500 m n.p.m. Mimo, że asfaltowa droga (najwyżej położona w Europie) prowadzi dalej, prawie na sam szczyt Valeta (3398 m), to została jednak na tej wysokości zamknięta dla ruchu publicznego. Można przejechać nią rowerkiem, co też kilku kolarzy przy nas uczyniło. Klaudek patrzył ze zdziwieniem, że ktoś jednak podjeżdża szybciej niż on. Frirajderom w żłobie dano... Przyglądamy się mapie z minami osłów, które sterczą nad przepełnionym żłobem. Jeszcze wczoraj wydawała się bezużyteczna, ale właśnie szef lokalnej kuchni rowerowej Switch-backs Michael wypełnił ją mnóstwem tras. Oszołomieni tym dostatkiem kombinujemy jakby tu zeżreć owies i siano naraz, czyli łyknąć od razu dwie trasy. Pojawia się obawa, że się zadławimy i polegniemy gdzieś w środku gór. Raz Kozie Śmierć Wreszcie jest pierwsza (i bynajmniej nie ostatnia) relacja z FR-wczasów w słonecznych górach SIERRA NEVADA w hiszpańskiej Andaluzji. Zawitaliśmy tam w czerwcu przyciągnięci rosnącą FR-sławą tego prawie afrykańskiego zakątka Europy. Zostaliśmy zaczarowani i dołączyliśmy do grona jego czcicieli. Zresztą zobaczcie i poczytajcie sami! |