2006
Zima

2005

Zima, Wiosna, Lato, Jesień

Blog G3R
2006
Luty
Styczeń


2005

Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

2004
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

2003
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec

2006-06-17

Spóźniony debiut Wielkiej Raczy

Wielka Racza to osobliwa historia. Chłopaki dotarły już nawet do zagubionej Val d'Uiny, na Dalco, w góry Antyliban, a Wielka Racza stojąca jakieś 150km od Kraka przez kilka sezonów nie doczekała się wizytacji :) Trzeba jednak oddać Raczy, że dwukrotnie wymykała nam się z rąk, kiedy z powodu zapadającego mroku musieliśmy zjeżdżać awaryjnie z grani w dół... No dlatego może właśnie sobie pomyślałem, że znów Racza nas kiwnie, że zapowiadane gradobicia, ulewy i inne zjawiska zatrzymają nas po raz kolejny gdzieś na grani, a Racza ironicznie zadrwi.

Na rozgrzewkę, z Janczykowych Rycerek 3kilometrowym podjazdem dostajemy się na Przełęcz Przegibek. Parno. 28C, wilgotność 95% i wiszące na niebie ciemnoszare chmury z gdzieniegdzie przebijającym się słońcem. 1.5 litra w camelu to w tych warunkach będzie za mało, na szczęście po drodze....aż 3 schroniska. Przed Kikulą zaczyna padać, ale burza przetacza się gdzieś za naszymi plecami. Trawers miodny, lekki deszcz schładza przegrzane podjazdami zwłoki. Kilkanaście minut później zanim docieramy do Jaworzyny(1173m npm) przebija się ponownie słońce...

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

2006-06-08

124km słońca

Pomysł był w sumie prosty. Ze Starego Sącza do Krakowa przez Beskid Wyspowy - jak najwięcej się da terenem. Niestety czasem proste rzeczy na mapie stają się trudno realizowalne w praktyce. Trasę miałem zaplanowaną w 50%, resztę pozostawiłem improwizacji i rozwojowi sytuacji na trasie. Plany zweryfikowała rzeczywistość.

Na rozgrzewkę z Łącka, żółtym szlakiem 11 kilometrowa wspinka przez Piechówkę na szczyt Modyni (1028m). Po ostatnich powodziach w nowosądeckim szlaki mocno wymyte, ale i tak spodziewałem się gorszej sytuacji. Po 30km jazdy docieram na szczyt Modyni, z której północnym stromym zboczem prowadzi w dół ostatni nieznany nam szlak w Wyspowym. Nadzieje na techniczny, wertykalny zjazd niszczy trawersująca stromy stok beznadziejna zwózkowa droga. Na dole jestem po 2km kamiennego zjazdu (podjazd 11km)...

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

2006-05-28

Na piętra gór, na ciemny bór, zasłony spadły sine...

Późno. 14.40. Wyskakuję z pociągu. Chabówka, Rabka, Rabka Zaryte, początek żółtego szlaku na Luboń. Ma być szybka sprinterska trasa przez Luboń i Szczebel, potem Kraków. Pogoda ostra. Na niebie ciężki ołów, chmury nasączone wodą pękają nad kolejnymi pasmami. Zaczyna lekko siąpić..

Pod górę sprawy toczą sie dobrze, wąska dróżka, nachylenie w ramach możliwości, przyjemne techniczne "myki" w postaci mokrych korzeni, nad którymi trzeba w specyficzny sposób czujnie przepełzać. Napędowy Special. Twin Evil 2.2" ma tutaj swoje Waterloo, to nie jest opona na mokre, kamienno-korzenne szlaki, "grzeczny" bieżnik pomimo różnych technik podjeżdżania co kilka chwil łapie poślizgi, ciężko utrzymać rytm jazdy.

Zaczyna się pchanie i równocześnie rozpętuje się ulewa nad szczytem Lubonia. Dołącza efektowna burza. Przetacza się centralnie granią. Po uderzeniu pieruna, który ląduje z czerstwym hukiem gdzieś niedaleko, oddalam się zapobiegawczo na 30m od bike. Dość dawno nie poczułem tak mocno "oddechu" pioruna na sobie, ostatnio gdzieś pod Świnicą, błyskawice spływały sobie ścianami, a my ustalaliśmy krytyczne rekordy wypier**** ze szczytu.

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

2006-05-21

Zbójnickie klimaty freeridowe

Vratna. 11.03. Potężny wiatr zdmuchuje z grani Małej Fatry chłodne powietrze w dno doliny. Chmury przelatują po niebie w tempie spływającego górskiego potoku. Po ostatnich jesiennych trasach w MF (2005: Chleb i Sokolie) powracamy w rodzime strony "zbójcy zbójców" (capo di tutti capi) Juraja Janosika. Północne żleby i kotły błyszczą miejscami białymi pasami śniegu, powyżej 1400m roślinność tkwi dalej w zimowym śnie, a kolorystyka grzebienia Fatry to dziwna, kontrastująca mieszanka jesiennych brązowych hal i rozkwitającej poniżej zieleni.

Znikamy w Dolinie za Kraviarskym. Długo czekaliśmy na taki klimat. Dzikie, puste wąwoziki, górski potok spływający gdzieś na dół do Terchovej, skalne ściany. Po godzinie wynurzamy się ponad granicę lasu, rozwija się panorama na misterny łańcuch Fatry, gdzieś daleko na zachód widok sięga Śnieżnika i kilkunastu anonimowych dla nas szczytów. Genialnie. Z jednym "ale" - pogoda zaczyna delikatnie wymiękać, wiatr się nasila i zanosi się na powtórkę z rozrywki z ubiegłego roku i dwóch ucieczek przed deszczem... Póki co trawersujemy długim singletrackiem północny stok zasnutego mgiełką Velkeho Krivania (1709m) z kilkoma odcinkami przepraw przez spore pola śnieżne (dochodzę do wniosku po kilku trasach w MF, że chyba nie ma takiego nagromadzenia singletracków w żadnych okolicznych górach jakie spotyka się tutaj). Jedziemy i zasysamy kapitalne widoczki...

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

2006-05-14

Polskie wulkany

Tym razem miało być lekko, przyjemnie, ale niekoniecznie łatwo. A, i miało lać. I lało, ale nie spadła na mnie ani łza deszczu, jakimś fartem prześlizgiwałem się po Jurze tunelami pogody pomiędzy pękającymi co pół godziny chmurami. Na otwarcie wizyta na niewielkiej Buczynie w Krzeszowicach. Nasuwa mi się taka myśl, że chyba nie ma już 100km2 w tym kraju, na których nie byłoby choćby jednej mini-trasy, kilku hop. Bandy, progi, stolik - miła niespodzianka. Dalej Regulice. Kamieniołom. Ściany mieniące się czerwienią wpadającą w lekki fiolet bardziej przypominają red rock z Utah niż typowe skały Jury Krak-Cz.

Tarcie opon na wulkanicznej skale (melafiry) jest b. dobre (nie jest to typowy pumeks). Wszechobecny na Jurze wapień to przy melafirach praktycznie lód. Niestety nie ma zbyt wielu ciągłych formacji skalnych.

Jakby powiedział Bundy, Let's rock zatem! Rozgrzewkowa linia wyrzuca mnie zza kiery. Prosta sztuczka Matki Natury, na którą zawsze daję się nabrać. Górna część wertykala to miękki piarg, po czym wzrastające nastromienie stoku spowodowało, że w połowie ścianki piarg się obsunął i zaczyna się zaskakująca jazda twardą nawierzchnią, sprzęt wyrywa się na boki, tonę w czerwonym pyle. Otrzepuje dolną część pleców. Drugi przejazd pod presją publiki (pięciolatek z psem) udaje się. Potem powtórka tego scenariusza na kolejnych wertykalach. Sypkie, niestabilne piargi posyłają mnie w ziemię. Po godzinie otrzepywania się z pyłu i tachania sprzętu na I piętro kamieniołomu mam dość. Szybkie szlaki Jury wyprowadzają mnie gdzieś. Po gdzieś docieram do Doliny Mnikowskiej. Przyjemny chłód. Kilka km później na horyzoncie wyłania się Kraków.

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-05-13

Krzywa postępu

Piękna pogoda i głód prawdziwej freeride'owej jazdy sprawił, że znalazłem się w niekoronowanej górskiej stolicy Polski. Śniegi na Szymoszkowej dawno już stopniały, trasa "Cruella" odnowiona po zimie i sucha. Niestety defekt roweru uniemożliwił wspólna jazdę z Szymonem T. Jeździłem więc sam, a nasz polski "Digger" z łopatą w ręku i piłami w plecaku pracował nad nowym wariantem trasy.

Co powiecie na drewnianą rampę na wysokości 3m okalającą łukiem majestatyczne zakopiańskie sosny? Pięciometrowy drop na strome lądowanie, banda, pionowa drewniana rampa i przelot 2m nad ziemią by wylądować na garbie oddalonym o jakies 8m o wybicia. Zszokowani? Już niedługo ewolucja trasy na stokach Gubałówki wejdzie w nowy rozdział!

Póki co, wiosenne słońce pozwalało mi się cieszyć z jazdy na zapewne najlepszej trasie FR w Polsce. Jedyną prawdziwie smutną wiadomością tego dnia była informacja o poważnym wypadku jakiemu uległ dzień wcześniej na trasie Szymon "Siara" Syrzistie. Skomplikowane złamanie kości udowej pozbawi go radości z jazdy na wiele miesięcy :(

Siara - trzymamy kciuki za twoją rekonwalescencję i pełny powrót do zdrowia i jazdy po górach!

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-05-06

Trzy wschody słońca w jeden dzień

Milczące Tatry.... zatopione w gęstej mgle podwieszonej białą firaną pod przełęczami, zakrywającej wierzchołki szczytów.... wąska ścieżka wije się w górę znikając w morzu mgieł... zimny wiatr chłosta nasze twarze, poruszamy się rytmicznie w górę, serce wybija rwane, nieregularne rytmy, szarpany oddech sygnalizuje, że akcja rozkręca się na dobre. Tak zaczyna się tegoroczny North Face Adventure Trophy. Mamy niespełna 80 godzin czasu na pokonanie sześciu etapów, kilku zadań specjalnych i ponad 225kilometrową trasę w górach...

Bieg na orientację (BnO) ulicami Zakopanego mija szybko i stanowi tylko niezłą uwerturę i dobrą okazję do przywitania się ze znajomymi, których w natłoku ostatnich przygotowań w bazie nie było czasu odnaleźć. Wyszukiwanie punktów kontrolnych (PK) w BnO zajmuje nam nieco ponad 40minut, zaraz po zakończeniu biegu ruszamy na trekking wysokogórski w Tatry. W kategorii Masters w trasę tegorocznego NFAT wyrusza 26 czteroosobowych ekip, w kategorii Amator ruszamy jako jedna z 57 ekip. Łącznie na starcie zjawia się 222 zawodników reprezentujących 16 krajów.

Przeczytaj całą relację
North Face Adventure Trophy 2006, galeria zdjęć

 

2006-05-04

Nieoczekiwane aberracje krajobrazu

Trzeciomajowy wyjazd na Wierchomlę miał w założeniu obfitować w takie atrakcje jak nowa trasa DH, piękna pogoda i udane zakończenie długiego weekendu.

Wyjeżdżając rano z Krakowa nikt się nie spodziewał, że piękne majowe słońce i wiosenne ciepło może szybko zmienić się w błotny potop.

Ledwie wsiedliśmy na wyciąg, zaczęła się ulewa połączona z gradobiciem jakiego nie pamiętam. Doszczętnie przemoczeni na krzesełku dotarliśmy na szczyt. Zdążyliśmy zrobić jeden zjazd. Trasa w górnej części zaskakująco ciekawa i niezbyt ślika. Jednak zwiększający się deszcz i dolna część trasy spływająca strugami desczu skutecznie uniemożliwiły jakąkolwiek przyjemność z jazdy. Grząskie błoto było wszędzie. Trasa kompletnie nieprzygotowana na takie warunki pogody przez organizatorów. Zawody które odbędą się tutaj za kilka dni będą chyba mało udane...

Trasa DH na Wierchomli ma potencjał (wiele się tu zmieniło od roku 2002/2003), jest sporo ciekawych dropów w górnej części i interesujący technicznie dolny odcinek. Niestety połowa trasy biegnie przecinając trasę narciaską i jest mało interesująca. Jeżeli nie powstanie więcej wariantów zjazdowych na stoku, jedna krótka trasa DH (i "freerideowy" pomarańczowy szlak ) nie uzasadnia ponad dwugodzinnej jazdy na Wierchomlę.

Wiechomla - zobacz galerię zdjęć

Oczekanie na przejaśnienia nic nie dały (padało coraz intensywniej), więc zebraliśmy się do Krakowa, zatrzymując się w słonecznych Myślenicach (jakaż odmiana aury!). Zdołaliśmy, pomimo późnej pory, zaliczyć pięć zjazdów różnymi wariantami. Ostatni wyjazd kolejką o 18:00 - to jest to!

Najwięcej radości z jazdy zdawał się mieć Rafał na pożyczonym Stabie. Szalał i to był z pewnością jego dzień :)

Chełm - zobacz galerię zdjęć

 

2006-04-27

Wiosenne aktualizacje

Pomimo rozkwitającej wokoło wiosny, pachnącej rozkwitającymi pąkami na drzewach, w górach śnieg i praktycznie żadne warunki do wysokogórskiej jazdy. Mijająca zima należy na pewno do rekordowych pod względem długości trwania jak i ilością opadów i pokrywy śnieżnej.

W takich warunkach kolega Sebastian (reprezentujący G3R) będzie zmagać się z ekstremalnymi wyzwaniami The North Face Adventure Trophy. Trzymamy kciuki!

Tymczasem polecamy nowe wiosenne galerie:

Lanckorona + Monk Shore
Beskydska Vrchovina
Las Wolski

 

2006-04-21

Beskydska Vrchovina aprilova

Rano w pociągu miła niespodzianka. Spotykam bikera, z którym poprzednio spotkaliśmy się w dramatyczną deszczową październikową sobotę 2001 na przełęczy pod Mogielicą. Mityczne czasy. Mało tego, na wymuszonym przepaku w Skawinie, gdzie autobusy przewożą klientele pkp (remont torów) spotykam Failo z Krissem i we czwórkę decydujemy się przepedałować te 10km objazdu. A potem powoli rozjeżdżamy się w swoich kierunkach, Failo z Jerrym obierają kurs na Babicę, ja desantuje się w Suchej, znajomy buja się aż do Rabki. Zajawa jest, ku zachodowi słońca!

Sucha Be rozgrzana jest o 9 rano jak w środku lipca. Aż chce się jechać. Z dwóch improwizowanych wariantów, po rzuceniu okiem na bezśnieżne stoki gór wygrywa opcja jazdy na górskie przejście graniczne na Vysnym Tajchu ponad Głuchaczkami. 30km w słońcu mija szybko. Do wysokości 800m npm pedałuje się bezproblemowo, ale na przełęczy wyłania się rażąca odbijanym słońcem biel...

Grań zupełnie zasypana śniegiem, pomimo, że 20m niżej śniegu zero-null, a jakby niedość tego, północne stoki Jaworzyny (1047m) tylko gdzieniegdzie poprzetykane są płatami śniegu. Specyfika mikroklimatów..?

Przekraczam granicę brnąc w mokrym śniegu, wygląda to mało zachęcająco, ale wbijam się w odśnieżony asfalt. W dolinie robi się momentalnie przenikliwie zimno od kiloton śniegu, pomimo, że jestem już trochę niżej. Przypomina mi się stara przyśpiewka znajomego "skoro tu już jesteśmy to sprawdźmy co jest dalej" (...która nie zawsze kończyła się po myśli jej autora) i jadę dalej. Jazda w dół asfaltową doliną nie ma końca, po ok. 10km docieram do wioski Rabczy (661m npm) rozłożonej u stóp południowych stoków Babiej Góry i nigdy nie wiem dlaczego, ale lubię te zagubione słowackie wiochy z prowincjonalnymi potravinami i zastavkami. Za mapą Harmanca odbijam bez szlaku w kierunku Vahanovego Vrchu (918m) w paśmie Beskydskej Vrchoviny. Urok BV, żadnych szlaków, poplątana sieć dróg niewiadomo dokąd. Nawigacja generalnie prosta, choć wplątuje się w kanał i dwukrotnie muszę wracać się. Białe czapy Babiej i Pilska pomagają do spólki razem z mapą w zorientowaniu się 'co gdzie jak'.

Pod szczytem Vahanovego znów mokry śnieg, na szczęście w niewielkich ilościach. Za "ścianą" z pary wodnej delikatnie widać część słowacką Tatr Zachodnich. W dół zaczynam improwizowaną jazdę "jak ścieżka puszcza" i w sumie niespodziewanie po chwili budzik pokazuje 45km/h - sztycę z pod szyji obniżam w dół i dalej.

Zjazd Vrchoviną, tak niepozorną (!), jest kompletnie zaskakujący, wypadam na szerokie na 500-700metrów, gładkie łąki, gdzie daje pieca ile pozwala przełożenie (wybór linii zjazdu zależy od skrzywień psychiki). Małe muldy, których niewidać do samego końca, dają popalić. Widoki na kontrastującą zieleń łąk i biel południowej Biabiej Góry dodają pieprzu do potrawy. Pozostaje przeprawa przez dwie wezbrane rzeki i jestem w Sihlenem (710m npm). Kolejne miejsce, w którym króluje zapomniana Dacia, urząd gminy jest wielkości kiosku ruchu, a poczta... gdyby nie napis pomyślałbym, że to przystanek. Dla mnie rewela. Po podjeździe w tumanach kurzu do Vysnego Mlyna dojeżdżam do lasów Pilska, do miejsca, gdzie miał miejsce półmetek daaawno temu naszego Pilsko Disorder'04. W lesie bije sakramenckim chłodem, 20C w słońcu i chyba góra 5C w lesie w śniegu. Zaspy. Wyskość 700m npm. Ekspozycja południowa. Przegięcie.

Z Glinnego pozostaje już tylko asfalt do Suchej, w towarzystwie niezłej ilości strzelonych autochtonów na rowerach (kto to dziś był solenizantem?), nudów nie ma, mijanie slalomem nowych niezliczonych dziur na drogach - czysta przyjemność panowie drogowcy.

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-04-09

Granica zimy

W niedzielę dla rozruszania zwłok wybiłem się na treningową pętlę w Beskid Makowski - z Kalwarii przez Przełęcz Sanguszki, Krowią Górę, Hujówkę (nazwa autentyczna heh) na niepozorny wierzchołek Babicy (727m npm). Zima w niższych pasmach zaczyna puszczać, dopiero na ponad 700m npm rozpoczynają się większe płaty głębszego śniegu, granica zimy zatrzymała się mniej wiecej na wysokości sąsiedniego Pasma Koskowej(866m npm). Kokainową bielą straszą wszystkie pasma, których wysokość przekracza 900m npm, Leskowiec, Jałowiec, szczyty Pasma Polic i Babia Góra, której nawet najstromsze żleby są nadal zasypane śniegiem.

Z Babicy, szarpanej silnym wiatrem, w dół zjechałem północnym stokiem bez szlaku surfując klimatycznym, jeszcze jesiennym lasem (sprawa nie do końca legalna, północne stoki Babicy obejmuje rezerwat Gościbia, ale o tym można dowiedzieć się dopiero na samym dole pod szlabanem z tabliczką informacyjną). Dolne fragmenty dolinek są wciąż podtapiane okresowymi strumykami spływającymi z topniejącego śniegu, także fragmentami jazda przypominała Camel Trophy. Na zakończenie pętli nawiedziłem kamienio-złom w Paśmie Barnasiówki próbując verticali. Dość ciekawa opcja dla fanów FR (dropy, verticale, wallride). A na koniec, stamtąd pozostało już tylko niecałe 40km do bazy.

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-04-08

Zjazdu profani dwaj

Sobotni Chełm zaskoczył podwójnie; dobrymi warunkami na trasach, pomimo opadów śniegu w tygodniu i niską frekwencją - oprócz naszej drewnianej dwójki po trasie targało w dół jeszcze dwóch zjazdowców (min. Kolbi).

Nasza inicjacja downhillowa 2006 na tle agresywnego stylu jazdy Kolbiego pędzącego optymalnymi liniami wyglądała jak gra Drewnialdo w Tottenhamie, ale co oko podpatrzyło to nasze. Junior na poprawę morale teamu wyssał z palca alibi o zgrupowaniach, które ekipa zjazdowców Bikershopu odbyła rzekomo w ciepłych krajach, a które jeszcze są przed nami.

Po 9-10kilometrach zjazdów rozpoczęła się sensowniejsza jazda, ale Pucharu Polski DH w tym roku raczej nie zdobędziemy. Zimowy rozbrat z górskimi trasami zrobił swoje, nawyk nabyty podczas jazdy perfekcyjnie wygładzonymi lokalnymi leśnymi ścieżkami dał nam na Chełmie w.... tam gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Widok naszego pierwszego przejazdu musiał być żenujący. Dwie drewniane kłody dławiące amory, zakręty za ciasne, kamienie za duże, korzenie zbyt poprzeczne, ręce same chwytały za klamkę hebla.. Profanacja tego sportu.

Zobacz galerię zdjęć

 


rowery top lista