2006
Jesień
Lato
Wiosna
Zima

2005
Jesień
Lato
Wiosna
Zima

KONKURS FOTO 2006 ROZSTRZYGNIĘTY!

Wybraliśmy Foto Roku 2006!!!

Przede wszystkim dziękujemy za Wasze głosy. Takiej ilości kliknięć (ponad 540) nie spodziewaliśmy się ani przez moment. Dzięki też za pozytywne komentarze!

Subiektywnie wybraliśmy dziesięć najciekawszych ujęć, zatrzymanych chwil z górskich szlaków i freeridowych tras z minionego roku. Ciekawe, że za tymi zdjęciami kryją się przeróżne momenty i przeżycia, niekoniecznie tak kolorowe jak barwy tych fotografii - czasem były to epickie trasy, były też koszmarne męki, wyczerpanie i usztywniający ciało strach.

Szkoda, że tylko niekiedy udaje się tą ulotność chwil zatrzymać aparatem...

Zapraszamy do finałowego podsumowania FOTO ROKU 2006!

 

2007-02-26

Wiosenne marzenia: Gran Canaria 2006

Do wiosennego słońca jeszcze daleko, dlatego polecamy Wam wcze¶niej nie publikowan± rowerow± relację Wojtka z Wysp Kanaryjskich z roku 2006.

Kierujac sie ciezkimi do pogodzenia wymaganiami piaszczystej plazy, wysokiej temperatury i blisko¶ci gor wybrali¶my na urlop gran canarie. Najpierw dojechali¶my do leipzig autem a pozniej jakims nocnym samolotem na wyspe. Po interesuj±cych dyskusjach dlaczego nie zostalem poinformowany ze za transport roweru z lotniska trzeba dopłacać itp. ulokowali¶my się w bungalowie i zaczęli¶my realizowac nasz kompromisowy plan, na który składały się wycieczki rowerowe, plazowanie itp. Z oczywistych względów skoncentruje się w niniejszym opisie na tym pierwszym, bez watpienia kluczowym acz dyskryminowanym punkcie.

Wyspa jest poza nabrzeżem srednio zurbanizowana i turystycznie nie najlepiej przygotowana. Szlakow nie ma tak duzo, a co gorsza sa tragicznie oznakowane (już nie będę przeklinal na polskie oznakowania), czasami na pocz±tku szlaku jest tabliczka gdzie prowadzi, sporadycznie sa jakies kopczyki albo jakis ciezki do zidentyfikowania slad farby. Generalnie jednak jezdzi się i chodzi w ciemno, bo z mapa w skali 100tys na skrzyżowaniu 4 drog szanse na wybranie wła¶ciwej sa ograniczone (zwłaszcza, ze jak się okazalo mapa kompassu nie zawsze odpowiada rzeczywisto¶ci).

W zwiazku z tym tak jak z elektronami, można wyznaczac tylko chmure (obszar) gdzie prawdopodobnie wycieczke się skonczy. W zamian za te problemy, czysto przeciez logistyczne, ma się okazje podziwiac bardzo ladne krajobrazy (czesc poludniowa i srodkowa przypomina troche "dziki zachod" a polnocna z kolei oferuje kaniony i gorki zupełnie zielone i z mnóstwem roznych nienaszych ro¶lin). Rowerowo wycieczki maja z reguly charakter raczej turystyczny niż freeridowy nawet jeżeli lektura przewyższenia wskazywalaby na cos innego...

Przeczytaj cał± relację
Zobacz galerię zdjęć

 

2007-02-18

Lanckorońskie legendy DH

Lanckorona oczywiście słynie z Gościnności ("jakbyście kiedy tu wpadali następnym razem to wpadnijcie do mnie na kielicha"), Kultury ("bo podstawa to być kulturalnym i nie przeklinać kurw* "), ale nie byliśmy świadomi, że Lanca ma swoją legendę DH, swojego Steve'a Peat'a. W niedbale zarzuconym na głowę kaszkiecie, podartej lekko kurtce, w stanie wskazującym na "trinken" od samego rana, 60-letni lanckoroński Steve Peat spod monopolowego, uraczył Juniora kilkoma minutami obfitych opowiadań o tym jak radykalnie pociskał zjazdy, o Sytuacji Krytycznej z lądowaniem przez płot na polu jęczmienia w Mogilanach pod Krakowem... Ludzie... Gatunek niepojęty ;)

Porzuciliśmy tym razem obowiązujace prądy-tendencje jazdy coraz bardziej technicznej, do latania coraz większych gapów i dropów na rzecz banału. Szybkości w czystej formie ;) Dzisiaj tylko gładkie, wąskie ścieżki, piec na tyle na ile pozwala nachylenie terenu i jak najmniej sięgania do klamek.

Warunki trudne do zdefiniowania, ścieżki o wystawie północnej lekko zmrożone, te o południowej raczej błotniste, ale też dzięki temu nie było nudy, no i nie obyło się bez kilku nieprzyjemnych poślizgów, ale po to się jeździ. Gdyby wszystko miało być proste, bezpieczne, przewidywalne...

W Lancy w końcu miałem okazję poznać pełną trasę od ruin zamku, bardzo przyjemna, choć rozpadające się powoli zawieszenie A-Zone coraz gorzej znosi lądowania na płaskie. Żarek tym razem tylko przelotowo, bez dłuższych medytacji na mnisich ścieżkach, a potem kilka minut zjazdu pod Cedronkę puentujących kilka godzin fajnej konkretnej jazdy. A poza tym, w końcu słonecznie, bo te krótkie ponure zimowe dni zaczynają już nam drążyć psychę.

Zobacz galerię zdjęć

 

2007-02-13

Nocne wizje

Na northshory nocą chęć miałem od dość dawna, odwlekało się to dość długo, w końcu udało mi się tam doturlikać (tam znaczy do Wolskiego). Że będzie ciężko toczyć się po kładkach przy świetle czołówki to było do przewidzenia, ale niestety trafiłem na cholernie mokre warunki. Drewno o bardziej porowatej fakturze miało względnie dobrą przyczepność, niestety specyficzny "łysawy" typ drewnianych belek był nie dość, że śliski to jeszcze bardzo śliski. Przypuszczalnie w dzień nie byłby to problem, w nocy utrzymywanie balansu jest o 50% trudniejsze, częściej się hamuje, częściej wisi na krawędzi kładki i takie szczegóły dochodzą do głosu.

Od początku ciężko. Rozgrzewka na sucho obowiązkowa, ale niewiele to daje. Oczy wlepiają się w wąski oświetlany czołówką punkt i wszelkie próby ich oderwania od tego punktu, skontrolowania kół, kończą się "rozstrojeniem" oka i chwilową zaćmą. I spad. Po 5 minutach prób złapania flołu już widzę, że będzie bardzo ciężko przejechać nawet łatwy pierwszy wariant.

Lekkie spady są standardem. Potem przychodzi chwila ułudy, że da się, że można i w następnym przejeździe koło niewiadomo jak i kiedy wyjeżdża w ciemna próżnię i zostaję sprowadzony na ziemię (dosłownie), spad z obsuwą pod kładkę. Po drugim niekontrolowanym nurkowaniu z kładki dociera pod strzechy czerepu, że niektóre rzeczy są chyba awykonalne. Nie wiem czy błędnik jest w stanie w ogóle przystosować się do takich warunków, wąski i dość słaby snop światła z Petzla na takie cyrki i kładki o szerokości 15-20cm to zbyt mało. Może wyspecjalizowane lampy Luminy, NiteRidera, Cateye (3Shot) coś by tutaj wskórały, ale na tych najwęższych i śliskich kładkach jest skrajnie trudno utrzymywać równowagę dłużej niż kilka oddechów

Na zakończenie dorzucam dwa fragmenty zjazdu Łopatą, trochę więcej dynamiki, ale ślisko i tutaj, ziemia nasączona wodą jak gąbka, Podwodna Łopata dzisiejszej nocy. Klimacik w Wolskim jak z filmów Norio Tsuruty, przebiegające pod kołami kuny(?), wycie zwierzyńca, piski Czegoś. Ale doświadczenie INNE, warte tych kilku siniaków.

Zobacz galerię zdjęć

 

2007-02-04 i 11

Dziwnej zimy ciąg dalszy

Mimo dzisiejszego ochłodzenia i niedużego mrozu, nawet zamarznięte niewielkie ilości śniegu nie są w stanie nadać zimie prawdziwego zimowego klimatu. Zamiast nart, znów hopki w lesie. Dziwna zima....

Trupi Lasek 11 luty
Trupi Lasek 4 luty

 

2007-01-19 do 21

Mini Bergson Winter Challenge

Orkan trząsł w posadach Sudetami. Wieści docierające z Karpacza mówiły o przelatujących nad drogami drzewach wychlastanych z korzeniami z podłogi, a samochód toczył się w kierunku gór z trzema rowerami na dachu w stylu drewnianej łódki targanej sztormem na morzu. Zawodów nie odwołano.

W Karpaczu prąd był tylko w górskich rzekach spadających w dół i oczywiście hotelu Orbis (komuszym towarzyszom to musiało być kiedyś naprawdę nieźle - zdeubekizować! ;) Większa część mieściny od kilkunastu godzin tonęła w mroku, dobrze, że w obowiązkowym wyposażeniu była czołówka (gwizdek do gwizdania też jakby komuś się smutno zrobiło ewentualnie). W końcu nocą ni stąd ni zowąd prąd się pojawił (nie wiem czy to nie zasługa chłopaków z Salomon-Poldim, którzy grzebali coś przy kablach w jednej ze ścian, ściągając izolację w bliżej niesprecyzowanym celu rajdowym).

W sobotę rano przed startem Mini Bergsona pogoda wypięła się du** na meteowróżbitów, zrobiła się prawie jak perfekt ("prawie jak...", bo jednak sobie coś tam powiewało), temperatury mocno na plusie, zapowiadanych ulew niet, a z godziny na godzinę coraz więcej rozpogodzeń, w końcu nawet i przyjemne słońce. Określenie rajd "zimowy" coś nie współgrało z aurą, śnieg widziałem na całej trasie w śladowych ilościach dwukrotnie na grzbiecie Karkonoszy.

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

2007-01-15

Płynne prześlizgnięcie między-sezonowe

"Nihil novi" czyli jak było we wrześniu tak jest teraz w styczniu. W górach czas jakby stanął w miejscu kilka miesięcy temu, w dalszym ciągu dominuje aura z pogranicza późnej jesieni-wczesnej wiosny. Przeca jest połowa stycznia!

A się pamięta jak to niektórzy w październiku wykpiwali Faktową prognozę pogody, która przepowiadała, że do stycznia śniegu nie budiet. Ironia, cięte żarciki i tak dalej hehehe. Sam wtedy nie wierzyłem w te brednie. No, ale styczeń przyszedł, trwa, śniegu na naszej półkuli nadal niewiele. Fakt jeden jedyny raz w swojej bezecnej historii napisał prawdę.

Nowy sezon z pod znaku "El Nino" rozpoczął się w przedziwnej aurze. Suche kamienie na wysokości 700-800m npm zdarzają się rzadko nawet na początku kwietnia. Temperatury na poziomie +10C, słońce, ciepły południowy wiatr.. Dziwary natury ;) Pierwsza trasa '07 dość standardowa (dla kwietnia), czyli pętla stokami Uklejny, Śliwnika, dalej Przełęcz Sucha, Kamiennik i powrót do Krakowa z panoramami na oddalające się i zasypiające o zmroku Beskidy. A widok z Kudłaczy na doliny sunące do podnóży Babiej Góry naprawdę miażdży. Zielono, żółto, ani grama bieli...  no ale jest takie znane przysłowie, idzie luty, nituj koła kolcami.

Zobacz galerię zdjęć

 

KONKURS FOTO 2006!

Wybieramy Foto Roku 2006

Za nami kolejny sezon, tysiące kilometrów przebyte górskimi szlakami, dziesiątki szczytów, gleb, defektów, momentów zwątpienia, zagubienia na bezdrożach, dziesiątki niepowtarzalnych chwil...

Kilka z tych momentów udało nam się zatrzymać na fotkach. To prawda, że zdjęcia nie posiadają trzeciego wymiaru, skutecznie deformują percepcję przestrzeni, potęgi gór, ekspozycji, nie poczujecie na nich ani wiatru, palącego słońca, ani bólu mięśni, ale mimo wszystko zdjęcia potrafią czasem przemówić do wyobraźni skuteczniej niż dziesiątki słów...

W tm roku biorą udział fotografie z G3R oraz zaprzyjaźnionego serwisu Enduroriderz. Przed wami finałowe dziesięć najlepszych zdjęć roku 2006! Głosujemy do 31 stycznia 2007! Dziękujemy.

Zapraszamy do głosowania na FOTO ROKU 2006!

 

2006-12-27

87 zimowych widoków Fuji

Niemalże rok temu nasza wycieczka na Luboń była prawdziwą zimową przygodą z brnięciem w ponad półmetrowym kopnym śniegu, zakończona czymś w rodzaju nite-ride'u. Dziś, choć to 27 grudnia, kilka dni przed Sylwestrem, warunki zgoła odmienne.

Bezchmurne niebo wygnało nas z poświątecznej gnuśności, rozpaczliwy brak śniegu we wszystkich stacjach narciarskich dawał nam gwarancję na pokonanie podejścia na Luboń i zjazdu w dość dobrych warunkach. Nie pomyliliśmy się w naszych rachubach :)

Niezbyt męczące podejście, niewiele ponad półtorej godziny (2:40 rok temu!) umilało nam piękne słońce i niewiarygodne widoki przedzierające się poprzez lasy świerkowe. Widoczność o jakiej można pomarzyć, wspaniała przejrzystość powietrza, sprawiała iż biała czapa na szczycie Babiej Góry widoczna była jak na dłoni, czyniąc z Diablicy prawdziwą Fuji-san. Nie gorzej prezentowała się panorama Tatr i Podhala, chyba najpiękniejsza jaką widziałem w życiu!

Atrakcje "freeride'we" obejmowały zjazd pierwszą częścią czerwonego szlaku, aż za obie zekcje głazów. Na drugiej obowiązkowa sesja foto! Pomimo zaskakująco świetnej przyczepności na skałkach w śniegu, drugi przejazd Rafała zakończył się niegroźną glebą - a jego Kona poleciała samotnie w las. Powrót na szczyt. Na deser zjazd głównie zielonym szlakiem. Górna część ośnieżona, niewiele ale na tyle by dać "piec" i cieszyć się każdym wybiciem i każdym zakrętem!

Zjazd zakończyliśmy równo ze słońcem znikającym za pasmem okolicznych wzgóz. Splendid...

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-12-16

Zimowy cross makowski

Pomysł był dość prosty, przeciąć Beskid Makowski niebieskim szlakiem z południa przez kilka szczytów i pasm, Groń (810m), Koskowa (866m), Bieńkowska (676m), Przeł. Sanguszki (440m), Kopytówka (549m), Lanckorońska (545m) z lądowaniem w Kalwarii. Zimowy Cross Makowski. Niby zimowy. Pomimo opadów śniegu w tygodniu, niewiele się go ostało na szlakach.

Niespełna 40 kilometrów przez Makowski wyglądało jak jazda kilkoma różnymi pasmami w dwóch strefach klimatycznych. Od +10C [ciąg dalszy niekończących się tej jesieni inwersji temp.] na szczycie opalanej ciepłym słońcem Koskowej, z płatami śniegu i błockiem na podjazdach, po ujemne temperatury w ocienionych i skutych lodem okolicach Cisów Raciborskiego.

Może Makowski nie ma masywnych zjazdów, zbyt wielu technicznych miejsc, ale ma to czego nie ma większość beskidzkich pasm - świetną płynność jazdy. W temacie zjazdów też nie było najgorzej, pogoda i warunki na szlakach są w stanie czasem urozmaicić jazdę teoretycznie łatwiejszymi szlakami, było i popylanie po kilkucentrymetrowym śnieżku z Koskowej, lodowe rynny, i mocne koskowskie uskoki na łąkach. Najlepszym widoczkiem uraczyła tym razem Koskowa Góra do spóły z Groniem, z których podczas wcześniejszych wizytacji niewiele udało się dojrzeć, tym razem pełnia - Tatry, Babia, Wyspowy, Żywiecki i niespodziewanie chyba jedna z najbardziej plastycznych wycieczek MTB w tym sezonie. A najbardziej klimatyczna miejscówka trasy to chyba Przeł.Jabconiówka (nomen omen) ze stokami o północnej ekspozycji przyprószonymi śniegiem i stokami o południowej wystawie mieniącymi się zielenią i brązem.

Dobrej trasy nie dał rady zepsuć nawet proszący się o złomowanie sprzęt, a posiedzenie w grudniowym słońcu na Bieńkowskiej po prostu BEZCENNE. A za resztę zapłacisz kartą MC. Łącznie 45km, ok 1100m przew. i bezśnieżnie na 15 dni przed końcem roku. Chce się napisać sic, nie ma jednak nic przeciwko tej pogodzie..

Zobacz galerię zdjęć

 


rowery top lista