2006
Jesień
Lato
Wiosna
Zima

2005
Jesień
Lato
Wiosna
Zima
2006-12-10

Sokolica grudniową porą

Pobudka 5 rano. 6 rano wyjazd, 7 rano wchodzę na czerwony szlak na wiodący na Babią Góre - kropi, mgła, szaruga, temperatura mało zachęcająca do jazdy.

Nigdzie żywej duszy. Po jakiejś pól godzinie zaczyna padać śnieg, podchodzenie idzie coraz wolniej. Docieram na Sokolicę i ruszam zielonym szlakiem w dół.

Po 20m pierwszy postój - strach powoduje, ze dwa razxy wracam się i przymierzam zanim ostatecznie przejadę techniczny pasaż. Jest mokro, niektóre kamienie i korzenie pokryte są śniegiem. Stromo, kamienne progi poprzedzielane krótkimi prostszymi kawałkami przejazdowymi. W kilku miejscach muszę się przymierzać, zastanawiać, żeby w ogóle przejechać. W jednym z kluczowych miejsc nie ryzykuje w takich warunkach atmosferycznych piwotu na przednim kole i w bardziej tradycyjny (nieelegancki?) sposób zmieniam kierunek jazdy. W paru miejscach na szlaku ratuje się podparciami...

Generalnie w tych jakże niesprzyjających warunkach bardzo duże trudności. Myślę, że nawet na
sucho byłoby bardzo ambitnie. Szlak ciekawy, zarówno widokowo jak i technicznie. Polecam. Maksymalne nachylenie (wiadomo, że do takich odczytów trzeba podchodzić z rezerwa) to 52%, maksymalna prędkość 21km/h, a typowa prędkość przejazdowa to 2 km/h :-)

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-12-09

Pilska Gran Sorpresa

Korbielów wita nas szalejącymi po niebie, potarganymi chmurami, zwiastującymi mocną dmuchawę na szczytach, ale też miażdżącą temperaturą, +12C, 9 grudnia, krótkie spodenki, cel Pilsko. Czasu niewiele nawet jak na tą krótką pętelkę, zachód słońca planowo już po 15, jeden z najkrótszych dni w roku.

W górę posuwamy się błotną nartostradą wlekąc za sobą/przed sobą zimne żelastwo, jechać da się sporadycznie, żeby nie powiedzieć, że w ogóle. Zaskakująca aura przypominająca raczej wczesną wiosnę odwraca na szczęście uwagę od wypalających się powoli łydek (forma najwyraźniej sobie uleciała z bocianami). Rok El Nino powtarza rekordowy scenariusz sprzed 3-4 sezonów kiedy też "suchy" sezon kończył się bardzo późno, ale trzeba przyznać, że nie aż tak późno.

Hala Miziowa o tej porze roku już nawet nie złota, raczej wypłowiała, zduszone pierwszym tegorocznym śniegiem trawy przybierają różne odcienie jasnego brązu, ale ta ich surowość ma w sobie urok. Słońce przebijając się chwilami przez kordony chmur prześlizguje się po halach, robi się cieplej, to znów za moment uderzenie zimnego wiatru zmienia odczuwalną temperaturę o 180 stopni w przeciągu kilku chwil. Windchill jest dzisiaj zdradliwy. Wznosimy się coraz wyżej, wiatr zaczyna chłostać coraz mocniej. W końcu opustoszały szczycik, niby kolejny raz na Pilsku, ale za każdym razem widoki i klimat są zupełnie inne.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-12-03

Dwa światy

Nieustanne poczucie zawieszenia między jesienią a zimą towarzyszyło mojej pierwszej "jesiennej" wycieczce w grudniu. Do tej pory zwykle najpóźniej z końcem listopada kończył się bezśnieżny sezon górski. Zaczynała się zima...

Tym razem najcieplejsza notowana jesień od 227 lat sprawiła wszystkim niespodziankę. Mimo, że to grudzień, śniegu jak na lekarstwo. W Alpach kwitną krokusy (czy inne kwiatki), w Polsce podobnie.

Stryszawa Górna początkowo przywitała mnie temperaturami ujemnymi, szronem i zmrożoną na kość drogą stokową, wiodącą na szczyt Jałowca. Na łąkach pod lasem mogłem podziwiać nietypowe zjawisko - zalana słońcem trawa mieniła się iście wiosenną zielenią. Kilka metrów dalej ta sama łąka przypominała królestwo Królowej Śniegu. Źdźbła trawy zamienione w nieme posągi z lodu...

Czas upływał a powietrze robiło się coraz cieplejsze. Gdyby nie skrajnie nisko wiszące słońce ledwie nad horyzontem możnaby pomyśleć, że to październik. Pełną radość kontemplacji mącił jedynie opłakany stan szlaków na Jałowcu. Ścieżki rozjeżdżone na błotną pulpę i mnożące się koleiny zamiast bladozłotej trawy. Niegdyś stojący na uboczu, nikomu nie przeszkadzający, Jałowiec bardziej przypomina teraz poligon wojskowy. Jak długo potrwa ta degradacja przyrody? Zapewne zakończy ją III Wojna Światowa lub inny kataklizm niosący także zagładę ludziom...

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-12-02

Grudniowe mikstury enduro

O 6.40 rozbudziło mnie szorowanie betami po asfalcie i pulsujące kolano przyfarbowane na żwawy czerwony kolor. Dobry początek. W międzyczasie klimatyczny grudniowy wschód słońca nad Beskidami, potem Jordanów, wiatr w żagle i 20km kombinowanych dojazdów na Przełęcz Zubrzycką.

Słońce, południowy wicher, zielone łąki i szarawe kolory lasów - nic z rzeczy, które przypominałyby 2 grudnia. Nietypowy jest ten sezon MTB z Beskidach, najpierw wyjątkowo długa zima trwająca w niższych pasmach do trzeciego kwartału kwietnia, a teraz długa bezśnieżna jesień rozciągająca się już na grudzień...

Przełęcz Zubrzycka. Ciepło, błękitne niebo, serce wybija rwane rytmy po ostatnich odcinkach podjazdu. Stąd niebieski szlak wiedzie w górę na Czyrniec (1328m), niepozornego sąsiada Policy. Po kilkuset metrach nurkowania w lasach, szlak wypływa na potężną halę-wiatrołom, z którego uderza widok na ledwie wynurzającą się ponad chmury grań Gorców, najwyraźniej poziom mgieł zawisł gdzieś na wysokości 1200m. Ciekawa panorama. Żwawa zieleń lasów bije się z bielą płatów śniegu przetykających wschodnie zbocze Czyrńca. Jesień ci to czy wiosna?

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-11-29

Ekstraliga ekstremy

Z powodu notorycznego przeciążenia kręgosłupa zamiast wybrać się z Beethovenem DH i Loco na Szymoszkową, musiałem opuścić samochód już w Naprawie i ruszyć na coś dla rekonwalescentów.

Trasa Luboń-Szczebel wyglądała na mapie całkiem sensownie na ta krótki dzień, ale sens gdzieś ginął w gęstej mgle, przy 3-4 stopniach Ce i podmuchach wiatru. Ale w końcu za 32 dni Sylwester, Beskidy bezśnieżne, nie ma co narzekać.7km ramieniem Lubonia mija całowicie we mgle, dopiero 50m przed szczytem rozbłyskuje słońce. Szczebel otulony chmurami, wychylający tylko głowę ponad mgielny szal wygląda lux. Na szczycie ciepło, przyjemnie, ale bez rozsiadania się, kieruję się w kierunku żółtego szlaku.

Perć Borkowskiego, wykryta przez chłopaków kilka sezonów temu, zalicza się do ekstraligi najcięższych technicznie zjazdów i subiektywnie (sądząc po liczbie gleb), wraz ze zjazdem z Wielkiego Chocza do Doliny Jastrzębiej są to chyba dwa najcięższe z wyeksplorowanych przez nas zjazdów w PL/SK . W "naszej" części Beskidów być może równać się z nim mogłaby babiogórska Perć Akademików, ale b.trudno oceniać PA, znam ją tylko człapania w śniegu na butach, a wiadomo, że perspektywa kokpitu potrafi diametralnie zmienić percepcję terenu (na butach papieru toaletowego nie potrzeba, na biku zdarza się)...

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-11-29

Szymoszkowa mglistym obrazem

Mgły opanowały większą część Polski, porty lotnicze spowite białym mlekiem a samoloty zamiast lądować w Krakowie, siadają w Berlinie :)
Nasza wiara w to, że gdzieś wysoko w górach świeci słońce, była jednak niezmącona. Biorąc urlopy w pracy, w środku tygodnia, zawitaliśmy na kultową trasę FR na Szymoszkowej. Pewnie ostatni raz w tym sezonie...

Gęsta mgła mieszała się z ostrymi, jesiennymi promieniami słońca, kiedy oddawaliśmy sie freeride'owej przyjemności pod Tatrami. Zakopane opustoszałe, bez śniegu w listopadzie panuje tu niestpoykana atmosfera wymarłego miasta Dzikiego Zachodu a nie zimowej stolicy Polski. Nam jednak pusty las rozświetlany jesiennym światłem przypominał klimatem zdjęcia rodem z kanadyjskiego North Shore. Mokre kładki, śliskie korzenie, jazda balansująca na krawędzi życia i upadku. Taki właśnie był tego dnia las Szymoszkowej...

Nie licząc pojedyńczej - ale efektownej! - gleby Rafała, który spadł z drewnianej rampy (za duża prędkość najazdu po zakręcie), obyło się bez zagrożenia dla zdrowia. Jazdy do zmierzchu nie było zbyt wiele, ciemno robi się w lesie już o 15.30, ale zdjęcia wyszły rewelacyjne - parę z nich to pewne typy do listy fotek wszechczasów G3R!!!

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-11-18

Kraina błota i śniegu

Miał być Beskid Mały, wylądowaliśmy w Sądeckim u podnóży Prehyby (tu: góralska wymowa). Mały rozstrzał planów, ale czasem improwizacje wychodzą ciekawiej. Było trochę podejrzeń, że możemy potonąć w zaspach, ale to miało się okazać na miejscu, w każdym razie Ojciec Dyrektor Wycieczki (MR8) zapewniał, że sniega niet, trawa rastiot.

Podjazd na Prehybę zaczęliśmy ze Szczawnicy szlakiem rowerowym [czarnym]. Klajmbing obfity, 12km. W 99% jest przejezdny w siodełku, co biorąc pod uwagę "średnią beskidzką", gdzie przeważnie nie obywa się bez kilku kilosów holowania sprzętu to naprawdę uphillowe katharsis. Do ideału brakuje mu może kilku technicznych odcinków z korzeniami/kamieniami, ale źle nie jest.

Woltę daje w pewnym momencie pogoda, do ok 900m npm mamy 14C i słońce, ale gdzieś niedaleko grani halny nasila się, temperaturka szybko spada i robi się 5C. Od 1000m npm jest też i śnieg, na szczęście wbrew obawom nie upośledza jazdy. Na Prehybie nie wieje. Napiernicza wiatrem. Wbrew logice, krótszy wariant trasy odpuszczamy i kręcimy dalej na Radziejową. Tyle dobrze, że śniegu nawet na wys. 1300m ilości są szczątkowe...

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-11-16

Zima anulowana

320 kartka z kalendarza wypadła, PT już drugi tydzień wdraża nowy freeridowy sezon ski w Tatrach, po ubiegłotygodniowym ataku zimy w Beskidach odpuściliśmy sobie złudzenia, że potoczymy się jeszcze suchymi szlakami, nie mówiąc już o krótkich spodenkach przy grzejącym słońcu i +14C. Ale stało się. Zima anulowana. Nara.

Po wywiadzie schroniskowym i dowiedzeniu się śnieżno-błotnej breji spływającej ze szczytu Pilska, zdecydowaliśmy się na Beskid Mały i jedną z wyklętych i wykreślonych z naszych map miejscówek - Magurę Wilkowicką, która w sezonie przypomina plac targowy z parkingiem i płatnym WC (to ostatnie to już nawet nie przenośnia!). Ale poza sezonem, połowa listopada, środek tygodnia i Magurka nabiera całkiem ciekawego klimatu.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-11-11

Modrzewiowa aleja

Ponieważ śnieg w Beskidach ma zamiar pozostać już z nami na dobre aż do wiosny, na wycieczkę wieńczącą jesienny sezon AD2006 postanowiłem się wybrać na Leskowiec.

Ten malowniczy choć niski szczyt zwykle służy nam na wiosenne otwarcia sezonu. Tym razem zakończył mój górski sezon.
Zanim dotarłem na ogarnięty zimą szczyt Leskowca, z którego roztacza się piękna panorama, głownie na Beskid Żywiecki z jego najwyższymi szczytami - Babią Górą i Pilskiem, spędziłem miłe chwile podziwiając leśne ścieżki obsadzone modrzewiami. Te jedyne drzew iglaste zrzucające igły na zimę zwykle wtapiają się w krajobraz i z daleka można pomylić je z innymi iglakami. Teraz, późną jesienią drogi i ścieżki na Leskowcu stają się złotymi alejami.

Zimowe widoki na szczycie obejmowały także pasmo Policy, Beskid Wyspowy i nawet ośnieżone szczyty Tatr. Z powodu lodowatego i porywistego wiatru +3 stopnie C odczuwało się jak -15st. Gdyby nie wiata, nie byłbym w stanie zagrzać się na tyle by wykonać fotki.

Szybki zjazd do Tarnawy był jak zwykle szybki, na dodatek w niespodziewanej szacie leżących na szlaku liści.

Dziwna ta jesień.... Dziwne Święto Niepodległości. Dokładnie rok temu dane było nam jeździć w cienkich bluzach przy akompaniamencie słońca na Szymoszkowej. Dwa lata temu kończyliśmy górski sezon przepiękną wycieczką na Policę.

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-11-10

Makowskie klimaty (przed)zimowe

Po prawie trzech tygodniach od ostatniej trasy, w przypływie desperacji, pomimo lewych prognoz, zdecydowałem się uderzyć w trasę B.Makowski. Niestety sądząc po warunkach i temperaturach w górach, najprawdopodobniej spinającą klamrą tegoroczny sezon górski MTB (przynajmniej jego bezśniegową część).

30km dojazdówki do Myślenic mija jak z bicza strzelił. Biczuje zimny wiatr i temperatura 2C, więc tempo rześkie. Ale niespodziewanie gdzieś tam przed Myślenicami chmury pękają, słońce przebija się, oświetla góry. Nie każda zła prognoza się sprawdza. Chełm można powiedzieć w rozbiórce. Powstaje kolejna nowa trasa narciarska i zielony szlak został w górnej części totalnie rozkopany. Niestety Pasmo Lubomira traci coraz bardziej klimacik, na samym Lubomirze budują obserwatorium astronomiczne, które wygląda jak minimarket.

Niestety te "inwestycje" wpisują się w ogólną tendecję budowania wszędzie gdzie się tylko (nie)da nowych ustrojstw - w ostatnim czasie słychać coś było o planach budowy wyciągu na Luboń Wielki (z projektu przewiercenia tej góry chyba zrezygnowano), ostatnio dowiedzieliśmy się, że wycinka na Muńcole przez którą przedzieraliśmy się z bikiem na plecach to przymiarka pod wyciąg, Wierchomla posiada tzw. projekt Siedmiu Dolin z siecią wyciągów pokrywających pół Sądeckiego. Koniec biadolenia, szkoda tylko, że coraz więcej fajnych miejscówek FR/Enduro traci klimat. Znikają powoli dzikie hale, szczyty...

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-11-04

.... and that's a wrap.....

Przyszła niespodziewanie. Nieproszona. Niemile widziana. Brzydka. Zimna. Zima...

Tak, oczy Was nie mylą. Pierwszy śnieg, tak obfity, tej jesieni nie stopnieje już do wiosny. Tempetatury i fronty pogodowe, które przy najpiękniejszą jesień od wielu lat (praktycznie cały wrzesień i październik to słońce i ciepło jakiego ja nie pamiętam), zgotowały "przed"wczesne nadejście zimy.

Podejście z Koninek w stronę Turbacza niebieskim okazało się całkowicie zimową wyprawą. Już same Koninki przywdziały całkowicie zimową szatę. A im wyżej w las, tym więcej białego, nawet 30-40cm. Zemsta zmarłych za Haloween?

Zwykle jesienny sezon kończyliśmy pięknymi wycieczkami w połowie/pod koniec listopada. Nie w tym roku. Najpiękniejsza od lat jesień musiała ustąpić najszybszej od lat zimie.

Oby do wiosny!

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-10-29

Jałowiec i sześć niefartów

To miała być trasa z klimatem. Bez pośpiechu, bez gonienia za kilometrami. Jesienne góry, widoczki i słońce. Wsio na to wskazywało, że tak będzie. Ale nie było. Zanim zaliczyłem zjazd z Jałowca na Przełęcz Klekociny (ok. 20km jazdy?) już miałem na koncie 3 gumy (personal best). Dwie rezerwowe dętki rozwiązały problem, trzecia guma usadziła mnie na słonecznej przełęczy na ponad godzinę - przeterminowany klej do łatek o konsystencji zbliżonej do wody nie miał zamiaru wykonać zadania. Dopiero piąta i przedostatnia łatka chwyciła pod presją głazów, chociaż miałem już przed oczami wizję zwijania zabawek i człapania z rowerem na plecach do Zawoi.

Dalej było podobnie - na zjeździe zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach śruba do Hayesa, dopiero patent z imbusem jako jej substytut jako tako zadziałał. Źródełko, z którego planowałem zaczerpnąć wodę wyschło, a właściwie to podeschło w tym roku tak, że nie było szansy nabrać wody, więc całe 60km jazdy w górach zaliczyłem na litrze wody dając sobie w żyć. Na końcu wygięty hak od przerzutki prostowany metodą "na chama" i wyrwana przerzutka, którą udało się jeszcze awaryjnie zmusić do dowiezienia mnie do Suchej, ale na szczęście drugi tego dnia zjazd z Jałowca zdążyłem myknąć idealnie przed zmrokiem. Pominę fakt, że rzekomy szlak rowerowy pod Solniskiem gdzieś wcięło. No cóż, trasa poza tym przepiękna jak to bywa jesienią w okolicy Jałowca, złote hale, ciepły październikowy halny, mieniące się kolorami lasy, 60km, 1560m przewyższenia, a na kolację widoczek o zachodzie słońca na stoki Jałowca i mega-kebabik w Suchej.

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-10-07

Na Babiej czai się zmrok

Fleszem z komórki, postawionej na słupie granicznym, oświetlam wnętrze plecaka w poszukiwaniu normalnej lampki rowerowej. Jest już cholernie ciemno na szlaku. Do doliny jeszcze kilka kilometrów a ja ciągle w drodze ze szczytu.

Od trzech godzin. Chłopaki dzwonią, spytać czy u mnie ok, są już na dole. Ok? Nie wiem, rosnący ból ogarnia moje ciało. Kolano spuchniete, ledwie kuśtykam, prawa ręka ledwie może trzymać kierownice. Żebra? Już się przyzwyczaiłem, że każdy krok to świdrujący ból...

...ale cofnijmy się o siedem godzin.

Jest piękny słoneczny dzień, choć niezbyt ciepły. Nadejście października to początek tej magicznej jesiennej pory, kiedy polskie góry są najpiękniejsze. Z takim nastawieniem, pomimo późnej godziny parkujemy w końcu pod leśniczówką na południowym stoku masywu Babiej Góry.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-10-07

E135: Spod samiuśkich Tater do Krakowa enduro

Syćko zacyno sie w Zakopanem, 5.30 rano, ciemno, puste Krupówki, pełnia księżyca. Zakopane zaspane, ja też, tym bardziej, że zaliczyłem tylko 2h snu.

Początek do Poronina traktuje rozgrzewkowo (dosłownie), po drodze termometr wskazuje 0.8C, wrzucam na siebie wszystko co mam. Z Poronina czerwony szlak wspina się na Gliczarów, zbliża się powoli wschód słońca, tatrzańskie dwutysięczniki zaczynają mienić się odcieniami różu, czerwieni, złota. Aparat zawodzi. Docieram na Wysoki Wierch, robi się w końcu ciepło 7C, niesamowita poświata światła rozpryskuje się po halach. Łowiecki się pasą, górale w bacówkach szykują oscypki, przyjemny zapach ognisk snuje się po grani. Przyjemnie się w tym klimacie napiera.

Wysoki Wierch... Na śniadanie dwie buły i widok na setkę tatrzańskich szczytów przy wschodzącym jesiennym słońcu. Na północy ciągnie się pasmo Gorców, z następnym celem Turbaczem, w kotlinach unoszą się gęste mgły. Zjazd po zmrożonych łąkach do Kobylarzowej mimo, że banalny, przyjemny, niestety na dole zatapiam się w surrealistycznycvh mgłach, termometr pokazuje 3C, za chwilę już -1C. Szron na okluarach...

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-09-30

Niegrzeczni Chłopcy

"Wiara czyni cuda", na tym powiedzeniu bazowal chyba Junior rzucając na stół - zapomniany od 2003 roku - projekt trasy na Salatin w październiku. Z wyliczeń międzyczasów wynikało, że nawet jeślibyśmy przemieszczali się idealnie wg. planów i tak skończylibyśmy trasę o/tuż po zmroku. Zamiast wiary w cuda wziąłem czołówkę, compadres nie podzielali mojego pesymizmu, więc ich czołówki zostały w samochodzie, zamiast nich zabrali małe lampioniki nadziei (latareczki heh)..

Początek podjazdu Doliną Ludrovską spokojny, w równym tempie (avs 13km/h) i na wstępie mamy nadrobione około 30-40minut w stosunku do znaków na szlakach, szybka wspinka z 560m npm na 915m npm i nawet powiało optymizmem. Dalej też całkiem nieźle i na wysokości 1300m npm meldujemy się w niezłym stanie i czasie. Szczyt Salatina (1630m) jednym wydaje się być już na wyciągnięcie ręki (Junior huraoptymista ;), innym dość odległy (ja realista czyli pesymista -ponoć to jedno i to samo). Chwila relaksu na arcystromej łące z widokiem na główną grań Nizkich Tatr, zachodnie kotły Chabenca, rozświetloną Velką Chochulę i zaczyna się...  Ostatnie 300metrów przewyższenia....

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-09-26

Nowe galerie i relacje

Dużo jeździmy, galerie i relacje mogą się niekiedy opóźniać, ale zapraszamy do nowści:

Turbacz/Kudłoń - galeria zdjęć
Szymoszkowa FR - galeria zdjęć

 

2006-09-23

Muńcolska pętla czasu

2001. Muńcoł. Kalafior na głowie, archaiczne ochraniacze, V-brake piłują na zjeździe tak, że siwy dym z obręczy, na korzeniach rzuca mną we wszystkich kierunkach. 65mm skoku z przodu, trochę więcej z tyłu, prehistoria MTB....

2006. Wrzesień. Muńcoł. Widoczek na te same wschodnie pasma tak samo wciągający jak prawie 5 sezonów temu. Sprzęt już trochę inny niż wtedy, ale czy mtb przeszło aż taką rewolucję technologiczną w tym czasie? Paradokslanie sprzęt mam cięższy o ponad 1kg, dwa razy więcej skoku, tarcze zamiast v-brake'ów... Mrżonki o 14kg fullach FR ze skokiem 150/180mm snute przez nas w 2001 roku spełniły się jak obietnice wyborcze SLD. Może ewolucja, ale nie rewolucja.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 


rowery top lista