2006
Jesień
Lato
Wiosna
Zima

2005
Jesień
Lato
Wiosna
Zima
EGIPT 2006, część V

Donikąd

Lubię słowo donikąd, choć tak naprawdę donikąd znaczy zawsze dokądś. Teraz też ruszyliśmy z Karoliną na mały rekonesans terenu jak się nam zdawało "donikąd". Nie mając map okolicy Dahab wyjechaliśmy z Assallah w kierunku północnym wzdłuż wybrzeża zobaczyć rozkreklamowany Blue Hole, spenetrować ewentualne wloty dolin i możliwości zrobienia jakiś tras MTB w tutejszej części pasma. Ale z tego rekonesansu wyszła całkiem fajna (i dość długa jak na trasę aklimatyzacjyną) wycieczka. Z perspektywy czasu był to też jeden z najpiękniejszych zakątków jakie widzieliśmy w egipskich górach Synaju i kontynentalnych Atbaj. Nigdzie indziej morze i skaliste góry nie zderzają się tak spektakularnie tworząc tak ciekawe miejsca.

Najpierw skończył się asfalt, potem szeroka szutrowa droga przemieniła się w wąski singletrack błądzący pomiędzy skałami. Po kilku kilometrach singletrack zamienił się w skaliste wybrzeże i ciężką do jazdy ścieżkę. Nie wiedzieliśmy czy i kiedy droga zupełnie się urwie (tak miało ponoć być zdaniem jakiegoś Egipcjanina), czy zakończy się jakimś w sumie spodziewanym przez nas klifem. Nie skończyła się, wiodła jak się okazało do małej beduińskiej wioski rozłożonej na złotych piachach plaży otoczonej spływającymi niemal do morza skałami. Kolory, barwy, odcienie. Synaj potrafi zagiąć.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

EGIPT 2006, część IV

"Przytul mnie pustynio!"

....miałem ciężkie obawy, że Spragniona Dolina była brutalną weryfikacją moich możliwości rowerowych w tym klimacie. Ubiegłoroczny trekking po nawet jeszcze gorętszych Górach Atbai, to jednak nie to samo co jazda rowerem. Nie ta dyscyplina, nie to tętno, nie to tempo wypacania wody. Przed kolejną trasą do Wadi Connection zaopatrzyliśmy się więc w nadmiar wody. Choć co to znaczy nadmiar wody... Tutaj takie określenie nie ma racji bytu. Nasza optymistyczna dezorganizacja ("z kim się zadajesz...", Egipcjanom pojęcie czasu wydaje się być obce) zmusiła nas do wyjazdu w dość cieplutkich godzinach, niedługo przed południem.

Zaraz za skalną bramą wlotu doliny Connection, przy której stoi znak obficie dziękujący za zachowanie czystości (a tuż obok leżą dziesiątki kilogramów śmieci....) rozpoczyna się podjaździk. Z tego miejsca raptem siedem kilometrów jazdy w górę. Najdłuższych siedem kilometrów podczas całego wyjazdu. Początkowo idzie nam dość dobrze, ciężej robi się kiedy znikamy pośród ścian gór na dnie doliny, gdzie powietrze stoi w miejscu i drga tylko rozżarzoną "Efatamorganą" podwieszoną nisko nad ziemią.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

EGIPT 2006, część III

Wyścigi z wielbłądami

Wadi Zaghra zaczęłą się dla nas na dobrą sprawę dzień przed wypadem, tym razem postanowiliśmy zaopatrzyć się w oficjalne turystyczne zezwolenie, żeby uniknąć niedomówień na punktach kontrolnych. Wieczór spędziliśmy więc na szwędaniu się po różnych, że tak powiem, szanownych instytucjach. Policja Turystyczna jak się okazało nie wystawia zezwoleń, ale miało to zrobić ich zdaniem za to tzw. Biuro Ochrony Wybrzeża.

Dlaczego akurat BOW, tej zagadki nie potrafiliśmy zrozumieć (Wadi Zaghra znajduje się w górach, bliżej pustyni niż wybrzeża), ale znalezienie tego przybytku ulokowanego w baraku z wybazgranym odręcznie napisem na ścianie było ekstremalnym wyczynem, przy czym tam otrzymaliśmy drogocenną informację, że takie zezwolenie wystawia prawdopodobnie "Biuro Safari". Po usłyszeniu tej nazwy wymiękliśmy i stwierdziliśmy, że jedziemy jutro poprostu w ciemno. Okazało się, że do Wadi Zaghra zezwoleń nie potrzeba... albo oficjele byli poprostu niedoinformowani. Nieistotne, najważniejsze, że jedziemy..

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-09-16

100H i 8siem kółek

Powrót na Stoha po epickiej wyprawie sprzed trzech sezonów był pewną niewiadomą. Często gęsto zdarza się, że powtórki hitów z przeszłości nie wypadają już tak rewelacyjnie, okazuje się, że "tamten klimat", który był kiedyś tam, był niepowtarzalny. Ale kiedy Mała Fatra pojawiła się za szybą samochodu... rozłożysta sylweta Stoha z podwieszoną pod szczytem stromą halą... wiedziałem, że będzie dobrze...

Podjazd Dolina Bystricką jest taki sobie, to wiemy, ale postanawiamy mimo wszystko wdrapać się na Sedlo Medziholie od tej strony, ustawiając się bardziej pod kątem wygodnego powrotu do samochodu. Pętla kilometrażem nie poraża, przewyższeniem specjalnie też nie, ale specyfika słowackich gór nie jeden raz rozbijała nasze czasowe rachunki. Na podjeździe do głosu dochodzi Failo (www.enduroriderz.pl), chłopak ma sporo oktanu w żyłach, także trzeba się sprężać, ale dzięki temu początek czasowo jest lepszy niż dwa sezony temu ;) Tuż pod przełęczą tradycyjna próba psychy, stromo, pozwalane kłody, trochę chaszczowania, taka typowa słowacka ścieżka górska, po której widać, że za często tędy ludzie nie chodzą. Ale za to te góry lubię.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację
Fotorelacja Failo na ENDURORIDERZ.pl

 

EGIPT 2006, część II

Spragniona Dolina

Zaczyna się nieźle, być może w myśl powiedzenia 'miłe złego początki', przyjemną jazdą wzdłuż turkusowego wybrzeża, krótkimi podjazdami i zjazdami w towarzystwie zawiewającego wiatru. Przed nami rysuje się potężna, rozłożysta, wystrzeliwująca kilometr pionowymi urwiskami ponad taflę morza, sylweta Gebel Mezeli (gebel - arab. góra). Kilometry biegną powoli, ale jest tak pięknie dookoła, że nie czuć ciężaru gatunkowego jazdy przy 40C, uwagę odwraca zupełnie sceneria miejsca.

W międzyczasie rozsypuje nam się wózek przerzutki, dobre 20minut schodzi nam w żarze lejącym się z nieba (cienia w okolicy o tej godzinie nie ma), zanim decydujemy się na zdjęcie kółeczka przerzutki i jazdę z łańcuchem prześlizgującym się po gołej śrubie. Ale patent hula. W końcu docieramy do punktu kontrolnego. Stały element krajobrazu w Egipcie, nic groźnego, ale nie będziemy się zanurzać w skomplikowaną rzeczywistość sytuacji politycznej w Egipcie. Panowie żołnierze informują nas, że dalej nie pojedziemy bez zezwolenia, które wydaje jakieś biuro za jakąś poniekąd symboliczną kwotę. W sumie byłby żaden problem, ale jesteśmy już kilka kilometrów za miastem i wracanie się w tym upale po jakiś absurdalny świstek papieru toaletowego byłoby zakończeniem wycieczki. Na szczęście siła perswazji Karoliny zwycięża przepisy....

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

EGIPT 2006, część I

Granitowy oddech Góry Synaj

Niegościnna, jałowa, rozpalona żarem słońca ziemia jakby zapomniana przez bogów, setki górskich szczytów rozcinających strzelistymi sylwetami horyzont. To Półwysep Synaj...

Krajobraz zdominowany przez spalone słońcem doliny - olbrzymie koryta wyschniętych rzek okresowych (tzw. wadi), spatynowane na różne odcienie niemal nie gasnącymi promieniami słońca różnokolorowe ściany gór. Niezwykle uboga flora i fauna obejmująca zaledwie kilka gatunków roślin i zwierząt, które były w stanie zaadaptować się do skrajnie niekorzystnych warunków. Poza kurortami rozłożonymi nad brzegami Morza Czerwonego, w głębi lądu, w nieprzystępnym świecie gór istnieje tylko kilka niewielkich wiosek i oaz powstałych nad życiodajnymi źródłami wody.

Powierzchnia półwyspu wynosząca 61, 2 tys. km2, to w całości surowy świat gór i pustyń. Północna część Synaju w okolicach wybrzeża Morza Śródziemnego to głównie niekończące się pustynie, nieco bardziej na południe od nich wznosi się niewysokie pasmo Gebel et-Tih, z cieszącą się złą sławą Pustynią Tułacza - labiryntem setek łudząco podobnych do siebie dróg, kluczących pośród niewysokich gór, w których swoją ostatnią przystań znalazło przed wiekami wiele karawan. Dalej na południe znajduje się wciąż słabo wyeksplorowane pasmo Gebel el-'Igma ze szczytami sięgającymi 1600m npm. Południowa część Synaju to z kolei tzw. Góry Wysokie z najwyższymi szczytami półwyspu, dzisiejszym celem naszej wyprawy Mt.Sinai czyli arabskim Gebel Musa (2284m npm)....

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-09-07

Politycy kłamią. Mapy też...

Zachęcony wieloma pozytywnymi opiniami na temat czerwonego singielka w rejonie Wielkiej Raczy, postanowiłem (tym razem samotnie) dokończyć eksplorację granicznych szlaków tzw. Worka Raczańskiego.

Monotonia póltora godzinnego podejścio-podjazdu żółtym w stronę schroniska na Wielkiej Raczy została ukoronowana godzinnym wylegiwaniem się we wspaniałym gorącym słońcu na Hali Mała Racza. +26st. i ani chmurki na niebie. Babie lato....

Pechowo, bezchmurne niebo i duża ilość pary wodnej spowodowały mizerną panorame z Hali i szczytu Raczy - ponoć najpiękniejszej w całych Beskidach. Niestety Mała Fatra, jak na dłoni, ale zamglona i gdzieś w oddali :(

Teraz o tytułowych kłamstwach.
Jeżeli wybieracie się w rejon Wielkiej Raczy, nawet z najnowszą mapą w ręku, czekają was niespodzianki. Szlak czerwony z Wielkiej Raczy do Zwardonia zmienił bieg. Biegnie razem z niebieskim słowackim granicznym aż do Kikuli (wcześniej szlak schodzł w dolinę dużo wcześniej). Dotychczasowy czerwony został zlikwidowany i poprowadzono nim szlak zimowy oraz częściowo - ścieżkę rowerową (sic!). Niebieskiego przechodzącego w okolicy szczytu Skrzadnicy nie odnalazłem a następna ścieżka rowerowa (z mapy Compassu) prowadzi w zupełnie innymi miejscu, bitą północną stokówką.

Są jednak PLUSY! Nowo wytyczony odcinek czerwonego szlaku ze szczytu Kikuli w stronę Zwardonia to jeden z najszybszych, najgładszych i najstromszych singielków w Polsce! 60km/h wąską ścieżką pomiędzy szybko migającymi drzewami! Polecam.

O najpiękniejszej góskiej polanie z widokiem na Rozsutec, Stoh i Wielki Krywań, stojącej z dala od szlaków, nie opowiem. Szkoda gdyby tak piękne miejsce miałoby się zapełnić śmieciami po turystach :)

Zobacz galerię zdjęć


2006-08-24

Wariacje dnia powszedniego

Dzień powszedni ma wiele zalet, gdy wybrać się na wycieczkę w góry - szczególnie w wakacje. Tłumy turystów nie są tak boleśnie odczuwane, szlaki bardziej puste, cisza, spokój i kontemplacja natury. Poczucie ucieczki od rzeczywistości i cywilizacyjnej izolacji.

Taka właśnie spokojna była czwartkowa wycieczka duetu Rafał+Junior pasmem Policy. Adrenaliny, owszem, dostarczyły nam jedne z ciekawszych i bardziej zróżnicowanych pod kątem zjazdu szlaków w tym rejonie.

Wybraliśmy wyjazd kolejką na Mosorny Groń i wspięcie na Smietanową, stamtąd nietypowo od razu zjazd pierwszych 1000m żółtym szlakiem. Dostaliśmy łupnia - w suchych warunkach zjazd nie jest przesadnie trudny - jednak nocne, gwałtowne ulewy stromy szlak zamieniły w nasze Waterloo :)
Było bez gleb, ale ilość podpórek mnie zawstydziła.

Powtórka podejścia i znów na Śmietanowej. Dalej już klasycznie: zjazdo-podejście przez Policę na Halę Krupową do schroniska i powrót przez szczyt Policy na Śmietanową (trzeci raz tego dnia!). Finalny zjazd kombinacją niebieski+zielony do Zawoji Centrum. Klasyk.

A propos adrenaliny. Podchodząc czerwonym na Policę zdecydowaliśmy się zmierzyć ze "Skałką". Jako jedyny z G3R skoczyłem ją w 2003 na hardcorowym BigHicie (foto) i wydawała mi się wtedy przerażająca.
Trzy lata później nadal robi wrażenie ale po małych przygotowaniach najazdu sesję zakończyliśmy wynikiem 5:0 dla G3R! Rezultaty na filmikach poniżej.

Widoki z Policy nadal zachwycają klimatem, szczególnie przy leniwie zachodzącym słońcu. Kończyliśmy wycieczkę w Zawoji równo ze słońcem wiedząc, że był to piękny powszedni dzień...

Zobacz galerię zdjęć
Filmik 2: Skałka II
Filmik 1: Skałka I

 

2006-08-19

Zakopiańskie impresje

Krótka wizyta na Cruelli/Szymoszkowej FR zaowocowała sporą galerią zdjęć. Zapraszamy.



Zobacz galerię zdjęć

Nowość! Koniecznie zobacz odlotowe panoramy QTVR 360° autorstwa Witka Kaszkina z Zakopanego!

Do oglądania panoram wymagany jest darmowy plug-in Deval VR. Do ściągnięcia tutaj.

 

2006-08-15

Zapomniana ścieżka

Debiutował "Iwan Groźny" spędzający urlop w Polsce, debiutował też wyciąg na Halę Szczawiny. O ile ten pierwszy bardzo się udał, to niestety nasza pierwsza jazda starym-nowym krzesełkiem z demobilu z Korbielowa wpół-do-stoku masywu Pilska była niezbyt przyjemna. Chamska obsługa i nieprzydatny bilet na bagaż, bo rowery musieliśmy trzymać na kolanach. Mało zachęcająco, oby w przyszłości było lepiej...

Rutynowe podejście na Miziową umilała nam Irena :)
Pogoda zaczęła sie (bardzo) szybko psuć, a huraganowy wiatr przyniósł gęste, ciemne chmury znad Słowacji. Szczyt Pilska zatonął w mleku mgły, co niestety niezniechęciło turystów tłumnie wchodzących na szczyt w święto Matki Boskiej.

Pięć Kopców (polska część szczytu Pilska) powitało nas mżawką i gęstą mgłą. Kaski ledwie trzymały się naszych głów w tej silnej wichurze. Zjazd - cudowne zerwanie z rutyną czarnego szlaku - wypatrzyliśmy podchodząc na szczyt (bravo compadres!). Wąska, zarośnięta ścieżka. Pozostałość starego szlaku, który zapewne kiedyś tam prowadził (wskazywały na to drewniane progi umocnień). Stromy. Śliski. Techniczny. Alpejski?

Kilka lotów przez kierownice w borówki później byliśmy już na Miziowej. Dalej klasycznie, ścieżką "Bendera", dopingowani przez licznych turystów słowami otuchy w stylu "... nie dziękuj chłopie tylko dojedź cało do domu..." ;-))))

Dość wcześnie wracaliśmy do Krakowa. Niezrealizowane plany ponownego wyjazdu krzesłem i zjazdu granicznym czerwonym powetowaliśmy sobie godzinną sesją w Trupim Lesie.
Life's good...

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-08-06

Horyzont w kalejdoskopie zdarzeń

Półtora miesiąca zwrotnikowego lata minęło z końcem lipca jak ręką odjął. Dawno w zapomnienie odeszły 35st. upały i piękne słońce. Sierpniowa pogoda wydaje się przypominać marcowe harce aury.

Mgła, mżawka, chmury, słońce, cumulusy, gwałtowna ulewa, zńow piękne słońce i wieczorne wypogodzenie - tak w skrócie kształtował się kalejdoskop pogodowy w rejonie Szczyrku dzisiaj.

Ale ad meritum. Trasa zjazdowa na Skrzycznem (w zasadzie tylko od stacji pośredniej) zaskoczyła nas z Wojtkiem in plus - bo do Szczyrku jechaliśmy niezbyt pewni naszego wyboru. W górnej części od szczytu trasy jeszcze nie ma i nasze proby zwalczenia stromej ścieżki wzdłuż wyciągu na mokrych kamieniach skończyły się dla nas honorowym remisem, za to dolna część trasy z każdym przejazdem jaśniała w naszych oczach.

Warunki dość niesprzyjające, wilgotno i dość mokra nawierzchnia sprawiały trochę problemów ale nie zniechęciły nas do oddania skoków na nowych rampach. Więcej strachu niż realnego niebezpieczeństwa.
Zaskoczeni byliśmy tylko znacznym fizycznym wysiłkiem jaki musieliśmy wkładać w każde 100m zjazdu. Czas chyba trochę popakować na siłowni bo aż wstyd :)

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-07-16

Ciemna strona Wielkiego Choćza

Los ponownie zawiódł nas do podnóży piramidalnego Velkego Choca, ale tym razem głównym zamiarem było zmierzenie się z wertykalną ścieżką spadającą wschodnim ramieniem do Doliny Jastrzębi. Szlak oceniłem(bardzo subiektywnie) rok temu w deszczu na "górną" szóstkę w naszej beskidzkiej skali, ale weryfikacja miała nastąpić dzisiaj w czteroosobowym gremium FR/AM.

Zaskoczył nas chłód, całe trzy tygodnie temperatura nie spadała poniżej 28C, a teraz na dole tylko 14 kresek (na szczycie będzie zaledwie 9C).

Podjazd, jedyny sensowny na Choca, którym można w miarę efektywnie jechać startuje z Liskowej żółtym+niebieskim szlakiem. Ruszyliśmy w górę zastraszani przez sympatycznych Słowaków wizją spotkania z medvedami i do mniej więcej 1050m npm jazda wyglądała dobrze, potem niestety ilość dymania zrównała się ilościowo z jazdą.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-07-13

Leskowieckie noktowizje

Lato sprzyja długim górskim wypadom. Długi dzień, późno zapadający zmrok. Idealna pora na epickie wyjazdy od świtu do zmierzchu...

Ale tym razem postanowiliśmy zrobić coś "do góry kołami". Środek tygodnia. Z Krakowa wyjechaliśmy przed godziną osiemnastą. Rowery na dach i w drogę. W Tarnawie jesteśmy o przed 19, na miejscu sprawny przepak i ruszamy w górę. Słońce wisi niziutko nad horyzontem muskając delikatnym, wieczornym światłem polany pod szczytem Leskowca. Upał zelżał, ale wciąż jest bardzo cieplo, 26 - 27C. Wieczór, w górach głucho i pusto.

Do góry kręcimy bez szlaku jedną z dziesiątek przyjemnie wspinających się na szczyt ścieżek. Podjazd o zachodzie słońca robi się zresztą z każdą minutą coraz przyjemniejszy. Gdzieś w oddali miga sylweta Pilska, opalona czerwonawymi promieniami zachodzącego słońca. Docieramy do szlaku, którym wspinamy się na wierzchołek, las powoli opanowuje ciemność.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 

2006-07-08

Letnie burze zalewają okrutną Cruellę

Letnie upały najlepiej schłodzić rześkim górskim powietrzem - tak pomyśleliśmy i zaparkowaliśmy w stolicy prawdziwego męskiego freeride'u. W Zakopanem.

Niestety ostatni przejazd spływaliśmy wraz z rwącymi potokami deszczu po gwałtownej burzy jaka rozęptała się nad Gubałówką.

 

Zobacz galerię zdjęć

 

2006-07-02

Singletrackowe opium

Singletrack. Magiczne Słowo wywołujące dziką radość na twarzy każdego moutain bikera. Singletrack wiodący lasami, ześlizgujący się kamienistą granią albo przecinający szerokie hale zawieszone gdzieś wysoko nad dolinami... marzenie.

...a marzenia czasem się spełniają. 1670m npm. Wierzchołek Małego Krivania. Po horyzoncie rozlewają się szczyty, 360 stopni dookoła jak morskie fale przepływają kolejne pasma, Kysucke Beskidy, Sulovske Vrchy, Lucianska Fatra, Velka Fatra, Chocske Vrchy, Nizke Tatry, do absolutu brakuje tylko Tatr Wysokich schowanych tym razem w chmurach.

Zobacz galerię zdjęć
Przeczytaj całą relację

 


rowery top lista