2007
Jesień
Lato
Wiosna
Zima

2006
Jesień
Lato
Wiosna
Zima

2005
Jesień
Lato
Wiosna
Zima


KONKURS FOTO 2007 ROZSTRZYGNIĘTY!

Wybraliśmy Foto Roku 2007!

Pamiętam jak zrodził się pomysł na ten fotokonkurs; przez kilka dni przewijała się mailowa dyskusja, które zdjęcie w minionym roku było najlepsze. Okazało się, że mieliśmy tak diametralnie różne zdania na ten temat, że wybranie tego jednego zdjęcia było po prostu nierealne. Wtedy padł pomysł, żeby te najciekawsze fotki poddać głosowaniu na stronce... i tak to się zaczęło.

W tym roku była to już czwarta edycja konkursu na Foto Roku G3R, polemiki nie zabrakło jak zwykle, a wygrała pozycja przez mało kogo typowana na Numer 1...

Zapraszamy do rozstrzygnięcia konkursu FOTO ROKU 2007!

 

2008-02-11

Z Małej Fatry w Pasmo Jeseników...wzrokiem

Niedawno trafiłem na ciekawy tekscik w necie "The longest lines of sight" i zaczałem z ciekawosci szukać w pamięci widoczków z naszych tras o potencjalnie najdłuższym zasięgu pola widzenia. Skojarzyłem ten widok (już wtedy w MF miałem wrażenie, że był zdecydowanie 'dłuższy' niż klasyczny widok z okolic Krakowa na słowackie Tatry Wysokie / Bielskie, 95km).

Czytaj dalej...

 

2008-02-04

Wiosna-zima-jesień

Trzy pory roku w jeden dzień? Brzmi to pewnie równie tandetnie jak hasło z reklamy lotów za złotówkę, ale... może się zdarzyć. I to nie gdzieś na Seszelach all inclusive za 7000pln, ale w naszych Beskidach. Na tapetę poszedł klasyk Makowskiego, Koskowa Góra z Lanckorony. Niby nic dziwnego, gdyby nie kalendarz. 3 lutego to solidnie dwa miechy wcześniej niż zazwyczaj wypadała pora wizyty na Koskową...

Trasa: Kalwaria - Lanckorona - (niebieski) - Kopytówka (549m) - Harbutowice Granice - Przełęcz Sanguszki (480m) - Krowia Góra (617m) - pod Bieńkowskš Górš (ok. 640m) - Bieńkówka - Koskowa Góra (866m) - (żółty) - Majdówka - Przysłopski Wierch (793m) - Ostrysz (707m) - Stańkowa (666m) - Maków Podhalański
Dystans: 42km
Przewyższenie: ok 1000m

Zobacz galerię #1 zdjęć (Ghetto-blog)
Zobacz galerię #2 zdjęć (Enduroriderz)

 

2008-01-29

Powrót z gwiazd...

Kraków tonie w kolejnej jesienno-zimowej mgle. Pogoda za oknem depresyjna, najlepiej ten dzień podsumował chyba znajomy: "dla mnie wczoraj był najpaskudniejszy dzień tej pseudozimy". Samo sedno. Decyzję o wyjeździe w rejon Kalwarii podejmujemy po godz. 17, na przekór spadającym z nieba kroplom deszczu. Jest paskudnie, ale "alea iacta est". Szybki wrzut sprzętu do plecaka, po drodze przelot po świeże ba(k)terie do czołówek i w drogę.

Wspinaczkę do Lanckorony rozpoczynamy klasycznie asfaltem, ale już po kilkudziesięciu machnięciach korbą zatrzymujemy się przy kościółku Bonifratów. Iluminacje w połączeniu z mgiełkami oplatającymi wzgórze tworzą przeciekawy klimat...

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

2008-01-23

Dehibernacja

Stoję na Smrekowicy, jest chwilę po zachodzie słońca. Cieszę się, że w końcu się tu - dosłownie - dopchałem. Końcówka pod wiatr, w coraz bardziej ciażacych kilku warstwach ubrań była okupiona - jak mawiali czerwoni - wielkim znojem i trudem (zdażyłem już zapomnieć, że MTB to znój przede wszystkim).

Jest pózno, ale teoretycznie powinienem szybko dotrzeć na dół do Targoszowa (4km). Ale grzęznę po 100metrach zjazdu na Polanie Suwory w starym "betonowym" sniegu przysypanym dla niepoznaki warstwa 10cm swieżego puchu. Poczatek nieciekawy, na szczęscie teren wkrótce puszcza. Drifty na sniegu, euforia. Niestety za chwilę odcinek z Czarnej Góry sprowadza mnie na ziemię, męczę kamienisty fragment jak dyletant. Jeszcze singiel przez niewielki szczycik, co na imię mu Gajka (578m) i zaczyna się druga częsć imprezy. Nocna.

Trasa: Zembrzyce - Tarnawa - (niebieski) - Makowa Góra - Leskowiec (922m) - (czerwony) - Przełęcz Beskidek (805m) - Na Beskidzie (863m) - Smrekowica (901m) - (zielony) - Polana Suwory - Czarna Góra (808m) - Gajka - Targoszów - Krzeszów Górny - (niebieski) - Sołowa (532m) - Górki Krzeszowskie - Kotlinki - Stryszawa - Sucha Beskidzka
Dystans: 40km
Przewyższenie: ok 900m

Zobacz galerię zdjęć

 

2008-01-23

Beskidzka retrospekcja

Leżac w gipsie i majac czas na szperanie w różnych dziwnych zakatkach netu, natrafiłem na ciekawy watek historii powstawania beskidzkich szlaków. Z czystej ciekawosci zanurkowałem nieco głębiej w tzw. bieg dziejów w poszukiwaniu najstarszych polskich znakowanych scieżek w Beskidach. Efektem ubocznym lektury kilku tekstów jest poniższe zestawienie dat narodzin kilkudziesięciu szlaków poczawszy od roku 1887 do 1998. Nie jest to zestawienie kompletne, ale daje jakis zarys biegu historii w naszych Beskidach, przynajmniej w niektórych pasmach.

Pierwsze znakowane szlaki powstały w Beskidach Zachodnich w rejonie Klimczoka, Szyndzielni i Magurki w roku 1893 za sprawa niemieckiego stowarzyszenia Beskidenverein. Niestety brak bliższych szczegółów na temat przebiegu i ich formy. Rok pózniej wyznakowano od strony Węgier czerwony szlak na Babia Górę z Oravskiej Polhory. Do roku 1899 niemieccy znakarze poprowadzili jeszcze czerwony szlak z Żabnicy na Pilsko, zielony z Korbielowa na Pilsko (te istniejace po dziœ dzień szlaki licza sobie po 109 lat) i żółty z Jeleśni przez Lipowska i Boracza do Węgierskiej Górki (jak pewnie kojarzycie, dzis takiego szlaku w kolorze żółtym już nie ma).

Przeczytaj całą relację

 

Maroko 2007, część IV

Czasem 'donikad' znaczy 'do raju'

Po wyczerpującym starciu z kamiennym królestwem Toubkala, wybieramy się poszukać bardziej przyjaznych tras po drugiej stronie pasma Wielkiego Atlasu. Na początek tradycyjne już ostre targi z samozwańczą obsługą dworca autobusowego w Marrakeszu - to tacy kolesie, którzy wsadzają cię do autobusu i załatwiają bilet z doliczoną prowizją. Polaków raczej nie polubią, a w szczególności Wojtka - tak się stawiał, ze wyglądało jakby chcieli się pobić. Z drobnym poślizgiem ruszamy do Warzazat. Droga wiedzie przez przełęcz Tizi n'Tiszka 2260 m n.p.m. Z okien autobusu roztacza się wielokolorowy pejzaż Maroka. Czas mija nam głównie na dywagacjach nad możliwością zjechania z rozmaitych zboczy tłoczących się w oknie autokaru.

Warzazat to marokańskie zagłębie filmowe. Cała okolica wygląda zresztą jak gotowa scenografia do filmu o podboju obcych planet. Zagłębiamy się w tą kosmiczną krainę - łapiemy ostatni autobus do Boumalne du Dades. Po zmroku zatrzymujemy się w "Tokyo", żeby uczcić przerwę w Ramadanie. Do Boumalne docieramy ok. 21. Miasteczko to jest położone u wylotu malowniczej doliny wyżłobionej przez rzekę Dades, wypływającą z głębi Atlasu. Prosto z autobusu zwija nas lokalny "przewodnik-marketingowiec", który za paręset dirhamów jest wstanie zorganizować każdą przygodę (z wyjątkiem traski DH/FR). Po długiej pogadance przy herbacie i zapoznaniu się z różnokolorowymi podgatunkami marokańskich nomadów, umawiamy się, że rano zabierze nas w górę doliny. Idziemy spać zadowoleni, że tym razem zostaliśmy naciągnięci na kasę w bardziej europejskim stylu...

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

Maroko 2007, część III

Planeta Dades

Po wyczerpującym starciu z kamiennym królestwem Toubkala, wybieramy się poszukać bardziej przyjaznych tras po drugiej stronie pasma Wielkiego Atlasu. Na początek tradycyjne już ostre targi z samozwańczą obsługą dworca autobusowego w Marrakeszu - to tacy kolesie, którzy wsadzają cię do autobusu i załatwiają bilet z doliczoną prowizją. Polaków raczej nie polubią, a w szczególności Wojtka - tak się stawiał, ze wyglądało jakby chcieli się pobić. Z drobnym poślizgiem ruszamy do Warzazat. Droga wiedzie przez przełęcz Tizi n'Tiszka 2260 m n.p.m. Z okien autobusu roztacza się wielokolorowy pejzaż Maroka. Czas mija nam głównie na dywagacjach nad możliwością zjechania z rozmaitych zboczy tłoczących się w oknie autokaru.

Warzazat to marokańskie zagłębie filmowe. Cała okolica wygląda zresztą jak gotowa scenografia do filmu o podboju obcych planet. Zagłębiamy się w tą kosmiczną krainę - łapiemy ostatni autobus do Boumalne du Dades. Po zmroku zatrzymujemy się w "Tokyo", żeby uczcić przerwę w Ramadanie. Do Boumalne docieramy ok. 21. Miasteczko to jest położone u wylotu malowniczej doliny wyżłobionej przez rzekę Dades, wypływającą z głębi Atlasu. Prosto z autobusu zwija nas lokalny "przewodnik-marketingowiec", który za paręset dirhamów jest wstanie zorganizować każdą przygodę (z wyjątkiem traski DH/FR). Po długiej pogadance przy herbacie i zapoznaniu się z różnokolorowymi podgatunkami marokańskich nomadów, umawiamy się, że rano zabierze nas w górę doliny. Idziemy spać zadowoleni, że tym razem zostaliśmy naciągnięci na kasę w bardziej europejskim stylu...

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

Maroko 2007, część II

Władca Kamieni

Dzisiaj rozpoczynamy wyścig z mułem. On obciążony jednym dużym plecakiem, my na 2 kołach i z plecaczkami wypełnionymi jedynie batonikami i wodą, on znający trasę doskonale i zdrowy, my z poglądową mapą, kaszlący, ale na pewno bardziej zmotywowani.
Meta to schronisko pod Jebel Toubkal (najwyższy szczyt Atlasu 4167m n.p.m.) , dystans ok. 10 km plus 1,4 km w górę.

Dajemy mułowi fory i ruszamy z półgodzinnym opóźnieniem. Najpierw podjazd szutrówką ala Dolomity, nawet mniej luźnego żwiru. Bardzo przyjemnie w końcu trochę pokręcić pod górę na rowerze. Niestety doskwiera nam kaszel i inne skutki działania wrogich mikrobów. Nagle widzimy ścieżkę dochodzącą do naszej wijącej się serpentynami drogi. Ścieżka mocno zaminowana po przejściu setek mułów. Wszystko jasne - przewodnicy chodzą na skróty.

Docieramy do wioski Aroumd, gdzie Wojtek ma szansę zrobić interes życia - wymienić rower na dywan. Za wioską przecinamy wyschnięte rumowisko rzeczne wypełniające całą szerokość doliny. Po drugiej stronie odchodzi wąska ścieżka dla mułów prowadząca w górę doliny do schroniska. O podjeżdżaniu musimy zapomnieć, szlak wypełniają luźne kamienie i sterczące skały. Także temperatura powyżej 30C i mocne słońce dają się trochę we znaki. Maroko to kraj kontrastów i ciągle zmieniających się krajobrazów. Palmy, sady i zielone poletka mieszają się tu z półpustynnymi terenami pełnymi kolczastych krzewów i kamieni. Jednocześnie przed nami wysokie szczyty przypominające tatrzański krajobraz, tylko że w sepii...

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

Maroko 2007, część I

"Za garść Dirhamów"

Pewnego dnia spotkaliśmy się z Sebastianem posłuchać jego opowieści o wizycie w Maroku. Wśród wielu ciekawych historii zainteresowało mnie przede wszystkim wejście na Jebel Toubkal - najwyższy szczyt Atlasu i jednocześnie północnej części Afryki, 4167m n.p.m. Na pytanie czy da się tam zjechać na rowerze, stwierdził: dasz rade, w zasadzie całość jest przejezdna... więc decyzja zapadła, że trzeba spróbować. Pytanie, kto jest na tyle naiwny, żeby pojechać ze mną i na tyle mocny, żeby nie zawrócić w połowie. Seb mimo swoich zapowiedzi, jakoś nie wyrażał zainteresowania (ciekawe dlaczego...), a i inne osoby bardzo chciały, ale akurat coś im wypadało. Wyzwanie podjął Klaudek i tak zaczęły się przygotowania - mniej lub bardziej improwizowane, głównie na barkach Klaudia.

Nie udaje nam się dogadać, co do przelotu, więc umawiamy się na spotkanie w Marrakeszu. Przyjazd nie napawa optymizmem: Klaudek chory, ja skończyłem antybiotyk, pogoda jakoś nietypowo deszczowa, w hotelu za ścianą warczy wiertarka, tarcza skrzywiona w transporcie, łańcuch zaplątany, podczas przejażdżki po Markaszu kapeć, wszystko min. 2x droższe niż w przewodniku - czyżby złe dobrego początki?

Przeczytaj całą relację
Zobacz galerię zdjęć

 

2007-11-23

Wariacje nt Zakrzówka

Zakrzówek, 23 listopada (galeria)

 

2007-11-18

Zimowa Spartakiada AD 2007

Kalwaria Monk Shore, 18 listopada (galeria)

 

2007-11-11

Święto Niepodległości - pierwszy dzień zimy?

Całkiem niespodziewanie zaczęła się chyba zima. Nie wiem, czemu wybrała akurat to święto (a nie np. Boże Narodzenie?), ale zamiast patriotycznie świecić słońce - padał śnieg. Odmiana w stosunku do dotychczasowych Święt Niepodległości 11.XI spędzanych praktycznie co roku na rowerze w górach bez śniegu!

Z racji warunków pogodowych krótka pętla solo z Tarnawy na Leskowiec i zjazd niebieskim szlakiem. Parking pod sklepem ociekał topniejącym śniegiem. Im wyżej, tym więcej białego. Na szczycie pokrywa śniegowa osiągnęła około 35cm! Krajobraz tylko przez chwilę dawał poczucie górskiej trasy - widoczna Babia w śniegu, Pilsko (śnieg), Polica, Jałowiec (wszystko śnieg). Nawet widoczna w oddali Mogielica ośnieżona.

Chwię później było już po widokach, szybki rewelacyjny zjazd niebieskim z powrotem do Tarnawy w towarzystwie padającego grubymi płatkami śniegu. Super klimat i adrenalina (mknąc grubo ponad 40km/h po śniegu wśród drzew). Ilość biłego puchu zalegająca wszędzie na szlaku nieduża i idealna do jazdy, pod spodem czuć jeszcze zmarzniętą ziemię i kamienie.




foto powered by Sony Eriscsson K600i

Czy to już pożegnianie z górskim sezonem MTB w tym roku? Oby jeszcze nie!

Trochę z historii G3R
Poprzednie 'górskie' Święta Niepodległości:

TESTY G3R

Plecak QUECHUA DIOSAZ RAID 27

Quechua Diosaz Raid 27 jest uniwersalnym plecakiem przeznaczonym dla miłośników górskich wypraw, począwszy od całodniowych górskich eskapad MTB, poprzez krótkie górskie wycieczki piesze, na rajdach przygodowych skończywszy - pod kątem tych ostatnich zresztą DIOSAZ RAID 27 został stworzony.

Testowany od początku sezonu Diosaz Raid, generalny test przeszedł podczas tegorocznego North Face Adventure Trophy, na którym plecak spisał się bardzo dobrze - zarówno od strony praktycznego zastosowania jak i wytrzymałości produktu (solidne szwy, mocny zamek).
Quechua Diosaz Raid w wersji 27litrowej nadaje się świetnie na jazdę po górach, a dzięki 27 litrom pojemności możemy zabrać ze sobą wszystkie niezbędne rzeczy.

Przeczytaj cały test


Test opon DH/FR!

Prezentujemy wam test opon, w którym znajdziecie ponad 20 naszych niezależnych (i niekomercyjnych ;) opinii dotyczących różnych modeli opon przeznaczonych do FR/DH. W przeciwieństwie do testów prezentowanych w wielu mountain bikowych czasopismach, nie mamy zamiaru ukrywać, że oceny są naszymi subiektywnymi opiniami, które jednak krystalizowały się podczas setek (czasami tysięcy) kilometrów intensywnej eksploatacji. Nie było naszym celem wyłanianie zwycięzcy testu, gdyż jest to kwestia subiektywna, każda opona ma swoje plusy i minusy, często będąc projektowana z myślą o zastosowaniu w różnych warunkach/terenie.

Do tej pory przetestowane opony:

  • Kenda Nevgal DH 2.5 Stick-E Tomac Series
  • Maxxis High Roller DH 2.5 40a SR
  • Maxxis High Roller DH 2.35 40a SR
  • Maxxis Mobster 2.7"
  • Maxxis Minion DH 2.5 42a ST
  • Maxxis Minion DH 2.35 40a SR
  • Maxxis Minion 2.35"
  • Maxxis Wet Scream DH 2.2 Maxx Pro 60d
  • Intense Intruder DH 2.5 FRO SR 50d
  • Intense DH 2.35 60
  • Intense DH 2.35 60d
  • Intense Mud 2.25 60
  • Intense dh 2.35 50
  • Nokian NBX DH 2.5
  • Tioga Factory DH PRO 24" 2.3
  • Specialized Roller 2.6 26"/24"
  • Michelin DH Comp 16 S 2.2
  • Michelin DH Mud 2.1" (Wild Gripper)
  • Schwalbe KingJim DoubleDefense 2.35
  • Nokian Gazzalodi Dual 2.3
  • Panaracer Fire DH Pro 2.3"
  • Panaracer dh 2.3
  • Panaracer Fire XC 2.1"
  • Scott 1.75 rocznik 1989
  • Wojtek Patent 2,1 190 śrubek

Test opon powstał dość spontanicznie, raczej jako spisane z pamięci wrażenia z wielu opon na jakich jeździliśmy na przestrzeni lat 1997-2006. Test będziemy starali sie uzupełniać na bieżąco o nowe modele opon, które co roku kupujemy!

przeczytaj pełny tekst testu opon

 

Archiwum

Rok 2007

  • Jesień (25 września do 27 listopada)
  • Lato (23 czerwca do 18 września),
  • Wiosna (8 kwietnia do 17 czerwca),
  • Zima (16 grudnia 2006 do 18 lutego 2007)

Rok 2006

  • Jesień (25 września do 27 listopada)
  • Lato (23 czerwca do 18 września),
  • Wiosna (8 kwietnia do 17 czerwca),
  • Zima (27 grudnia 2005 do 19 marca),

Rok 2005

  • Jesień (25 września do 27 listopada)
  • Lato (23 czerwca do 18 września),
  • Wiosna (24 marca do 19 czerwca),
  • Zima (15 stycznia do 6 marca),

enduroriderz.pl